oferty biznesowe   giełda samochodowa   oferty pracy   english version

Czasy na świecie:

Nowy Jork (USA) 09:31:58 -6h
Tokio (Japonia) 23:31:58 +8h
Sydney (Australia) 00:31:58 +9h
Londyn (Anglia) 14:31:58 -1h
kursy walut | Waluty.com.pl

Artykuł

Menu artykułu

Treść artykułu

Polska w strefie EURO

18.04.2006 12:07 wtorek

Przystąpienie Polski do strefy euro uważa się w Polsce za zwieńczenie procesu integracji europejskiej. Do podstawowych korzyści z tym związanych należy przejrzystość cen, która wymusi większą konkurencję, a dzięki wzmożonemu współzawodnictwu firm ceny będą niższe i powinny rosnąć wolniej (ceteris paribus). Już teraz ponad 60 proc. polskiej wymiany dóbr i usług przypada na kraje strefy euro.

Po przyjęciu euro nastąpi spadek kosztów transakcyjnych (przeliczeń), w tym kosztów zabezpieczeń przed ryzykiem walutowym, bo odpadną skutki wahań kursowych. Pewniejszy zatem stanie się rachunek ekonomiczny, co powinno szerszym strumieniem skierować do nas inwestycje bezpośrednie i jeszcze bardziej pobudzić handel zagraniczny z krajami Eurolandu. Poza tym zniknie ryzyko, że napływ kapitału wywoła nadmierne umocnienie złotego, które mogłoby doprowadzić do dużego deficytu na rachunku bieżącym, a to z kolei mogłoby spowodować kryzys walutowy. Ogólnie ujmując, zmaleje wtedy ryzyko akroekonomiczne, gdyż Polska stanie się częścią wielkiego obszaru walutowego. Ewentualny kryzys walutowy może dotknąć cały ten region, ale jest on ostoją stabilności w świecie, więc takie ryzyko praktycznie nie istnieje. Ponadto, w takim przypadku Polska nie straciłaby swojej pozycji konkurencyjnej wewnątrz obszaru, z którym będzie głęboko powiązana.

Oprócz korzyści pojawią się i koszty. Utrata samodzielności w polityce pieniężnej i polityce kursowej uniemożliwi zaabsorbowanie różnych "szoków", zwłaszcza asymetrycznych (innych niż dla pozostałych krajów strefy euro bądź takich samych, ale o innej sile skutków), takich jak np. wzrost cen ropy naftowej, co oddziałuje przez zmiany stóp procentowych i kursu walutowego. To samo dotyczy użycia tych instrumentów (w przypadku płynnego kursu walutowego zmiany zachodzą samorzutnie) w celu dostosowania polityki makroekonomicznej do cyklu koniunkturalnego (recesja albo przegrzanie). Z dotychczasowych doświadczeń strefy euro, odnoszących się do krajów o bardziej dynamicznej gospodarce, wynika, że stopy procentowe mogą okazać się zbyt niskie dla Polski.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że bilans kosztów i korzyści przemawia na rzecz wejścia do strefy euro. Warto jednak odnotować trzy ważne słabości strefy euro w zestawieniu z USA, czyli porównywalnym obszarem walutowym. Przepływ pracowników między krajami Eurolandu jest mały, głównie z przyczyn kulturowych i językowych, mała jest także elastyczność płac. Migracja i elastyczne płace to niezbędne warunki, aby zapewnić pełne zatrudnienie w sytuacji, gdy w niektórych regionach takiego obszaru (albo w całym) zapanuje dekoniunktura. Ponadto, w eurolandzie nie ma transferów budżetowych między jego członkami. Kiedy jakiś kraj popada w recesję, to środki na szczeblu wspólnoty nie umożliwiają załatania dziury w jego budżecie, aby mógł prowadzić ekspansywną politykę fiskalną i pobudzić w ten sposób gospodarkę. Przeciwnie, kraje wspólnoty związane są paktem stabilności i wzrostu, który utrudnia, jeśli wręcz nie uniemożliwia, znaczne zwiększenie deficytu rządu z powodu wahań cyklicznych.

W tym kontekście należy rozpatrywać datę przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty. W naszym kraju przepływ pracowników z regionów bez pracy do regionów, gdzie ona na nich czeka, jest nieznaczny; Polacy nie są ruchliwi i ciągle, mimo spadku czynszów, brakuje tanich mieszkań do wynajęcia. W dodatku na początku przynależności do UE czekają nas okresy przejściowe, ograniczające przepływ osób między Polską a UE, zwłaszcza sąsiadami (Niemcy, Austria). Największym problemem jest jednak nasz deficyt budżetowy.

Data zatem nie powinna być celem samym w sobie; nie ma znaczenia, czy wejdziemy w 2007, czy dopiero w 2010, wszak zamierzamy przebywać w strefie euro w nieograniczonym horyzoncie czasowym, więc pewien poślizg czasowy nie ma znaczenia. Graniczną datą wydaje się rok 2010, gdyż przesunięcie terminu przyjęcia wspólnej waluty poza ten rok, mogłoby zostać uznane przez inwestorów za brak woli i przejaw "odstawania". Zanim wstąpimy do unii walutowej, musimy pokonać te słabości, aby nie groziła nam stagnacja gospodarcza. Bo nie będziemy już mogli pobudzić popytu ani niższymi stopami procentowymi, ani brnięciem w deficyt budżetowy, nie będzie też można liczyć na pomocną deprecjację złotego. Istnieje również ryzyko wystąpienia cyklu: euforia - zimny prysznic (boom-bust cycle) z powodu stóp procentowych w eurolandzie - zbyt niskich niż odpowiednie dla szybciej rozwijającej się Polski. Wywołałoby to boom kredytowy, który skończyłby się kryzysem bankowym na skutek "góry" złych długów; przyjęcie euro będzie chroniło nas przed kryzysem walutowym, ale zamiast niego może wybuchnąć kryzys bankowy.

Uniknięcie tych kłopotów wymaga dostosowań w sferze realnej, dzięki którym nasza gospodarka zyska elastyczną strukturę. Niezbędne są więc reformy: demontaż monopoli, prywatyzacja, budowa infrastruktury transportowej i telekomunikacyjnej, ograniczenie deficytu finansów publicznych (przez zmniejszenie i racjonalizację wydatków socjalnych na rzecz wydatków rozwojowych, czyli inwestycyjnych, edukacyjnych i badawczych), elastyczny rynek pracy - ruchome płace i migracja. Moim zdaniem reformy te mogą czasowo prowadzić do zwiększenia deficytu budżetowego (np. konieczność sfinansowania odpraw, likwidacji zakładów czy gałęzi przemysłu - vide górnictwo), więc w krótkim czasie może pojawić się konflikt między tzw. konwergencją realną (wzrost PKB i dostosowanie struktury gospodarki) oraz nominalną (spełnienie kryteriów stabilności makroekonomicznej, inaczej kryteriów z Maastricht). Dla budżetu koszty dostosowania mogą być w krótkim czasie wyższe niż straty generowane przez likwidowany przemysł. Dodatkowe, przejściowe napięcia stworzy samo wejście do UE, które ma kosztować budżet państwa równowartość 1,5 proc. PKB.

Czynnikiem, który może przyspieszyć naszą datę wejścia do strefy euro może być przyjęcie tej waluty przez kraje z Europy Środkowej, które wstępują do UE razem z nami. Mam na myśli przede wszystkim Czechy i Węgry, a potem Słowację. Odsunięcie się w czasie przystąpienia Polski do strefy euro mogłoby wtedy osłabić naszą pozycję konkurencyjną.

za PPR i Rzeczpospolitą





Inne artykuły z tego działu: Inne artykuły:

Reklama

Notowania

Chcesz otrzymywać nasz newsletter? Wystarczy, że podasz swój adres email



Zobacz newsletter waluty.com.pl

Sonda

Kurs złotówki jest:

Za wysoki
Optymalny
Za niski

Reklama