Reklama
Najnowsze
Kryzys w hipotekach trwa
Kredyt w euro znów korzystny, ale trudno dostępny
Rating Japonii poszedł w dół
Wskaźniki zapowiadają powrót koniunktury na rynki akcji
Trzy kluczowe publikacje
100 mld EUR poprawi nastroje
Twarde stanowisko USA w sprawie Iranu
Giełdy szybko odrabiają straty
Najpopularniejsze
Majówka bez sześciu złotych
To kluczowa niedziela dla Unii Europejskiej
Hiszpański rząd traci główne źródło finansowania
Polityka monetarna EBC: Gra na czas, która wymknęła się spod kontroli?
Trzy sesje - trzy spadki
Giełdowa majówka rozpoczęta
Czas na przesilenie
Nastroje mogą się poprawić
Szukaj
Artykuł
Bernanke daje szansę bykom
03.02.2012 09:03 piątek
DZIEŃ NA RYNKACH
Szef Fed potwierdził w czwartek gotowość do działania, czyli drukowania pieniędzy. Inwestorzy nie powinni się więc obawiać ewentualnych złych danych zza oceanu. Spadkowa korekta wciąż jest jednak możliwa.
Bezbarwna z pozoru czwartkowa sesja na europejskich parkietach nie powinna usypiać czujności inwestorów. Marazm, panujący przez większą część dnia i niewielkie finalne zmiany indeksów to z jednej strony efekt odpoczynku po dzień wcześniejszym rajdzie, z drugiej zaś oczekiwania na wskazówki zza oceanu, szczególnie na dane dotyczące kondycji rynku pracy. Środowe notowania pokazały, że rynek jest gotów także do większych ruchów. Ich kierunek zależeć będzie od rodzaju bodźca, jaki się pojawi.
W kontekście czwartkowej deklaracji Bena Bernankego, wygłoszonej w czwartek przed Komisją Budżetową Izby Reprezentantów, ewentualnymi złymi danymi nie ma co się nadmiernie przejmować
. Stwierdził on, że Fed zrobi wszystko, by zapobiec zahamowaniu wzrostu amerykańskiej gospodarki. Zwolennicy ilościowego luzowania polityki pieniężnej mogą więc ze spokojem zastanawiać się nie nad tym czy ono nastąpi, ale kiedy oraz nad tym, co może oznaczać "wszystko", w kontekście skali dodruku pieniądza.
Tego typu zapowiedzi powinny stanowić solidne paliwo, zapewniające giełdom możliwość dalszego wzrostu. Ale oczywiście żaden wzrost nie może trwać bez przerwy, czyli bez korekty. Patrząc z krótszej perspektywy, DAX od 19 grudnia ubiegłego roku wzrósł o 17 proc. W trakcie tych siedmiu tygodni zwyżki miały miejsce jedynie dwie niewielkie korekty spadkowe, których skala sięgała 1-2 proc. Wydłużając horyzont, od 24 listopada wskaźnik we Frankfurcie zyskał 22 proc., a ruch ten wypełnia formalne wymogi definicji hossy. Niedowiarków powinno przekonać to, że trwająca od 12 września zwyżka sięga już 31,5 proc. W każdej z tych perspektyw czasowych DAX pozostawia w tyle indeksy z Wall Street. A wszystko to w atmosferze obaw przed rozpadem strefy euro, bankructwem Grecji, kłopotów Włoch i strachu przed recesją.
Powodów do korekty nie powinno zabraknąć i zapewne szukać ich trzeba w Europie. Wbrew wcześniejszym zapewnieniem, rozmowy Grecji z wierzycielami wciąż nie mogą dojść do finału, a przewodniczący Eurogrupy Jean-Claude Juncker określił je wczoraj mianem arcytrudnych. Nie należy też zapominać o Portugalii. Dzisiejsze dane, dotyczące liczby nowych miejsc pracy w amerykańskim sektorze pozarolniczym także mogą mieć spory wpływ na giełdy.
Gdyby okazały się gorsze od i tak niewygórowanych prognoz (oczekuje się, że przybyło ich 155 tys.), mogłyby chwilowo popsuć nastroje. Danych zza oceanu będzie dziś znacznie więcej. Poznamy indeks aktywności w usługach oraz dynamikę zamówień na dobra trwałe i zmianę zamówień w przemyśle. Na giełdach azjatyckich dziś sytuacja była niejednoznaczna. Nikkei stracił 0,5 proc., wskaźnik na Filipinach zniżkował o 1,5 proc., niewielkie spadki notowano Malezji i Korei. Na godzinę przed końcem handlu indeksy w Szanghaju rosły po 0,8-0,9 proc.
KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Roman Przasnyski, Open Finance
mp
Szef Fed potwierdził w czwartek gotowość do działania, czyli drukowania pieniędzy. Inwestorzy nie powinni się więc obawiać ewentualnych złych danych zza oceanu. Spadkowa korekta wciąż jest jednak możliwa.
Bezbarwna z pozoru czwartkowa sesja na europejskich parkietach nie powinna usypiać czujności inwestorów. Marazm, panujący przez większą część dnia i niewielkie finalne zmiany indeksów to z jednej strony efekt odpoczynku po dzień wcześniejszym rajdzie, z drugiej zaś oczekiwania na wskazówki zza oceanu, szczególnie na dane dotyczące kondycji rynku pracy. Środowe notowania pokazały, że rynek jest gotów także do większych ruchów. Ich kierunek zależeć będzie od rodzaju bodźca, jaki się pojawi.
W kontekście czwartkowej deklaracji Bena Bernankego, wygłoszonej w czwartek przed Komisją Budżetową Izby Reprezentantów, ewentualnymi złymi danymi nie ma co się nadmiernie przejmować
Tego typu zapowiedzi powinny stanowić solidne paliwo, zapewniające giełdom możliwość dalszego wzrostu. Ale oczywiście żaden wzrost nie może trwać bez przerwy, czyli bez korekty. Patrząc z krótszej perspektywy, DAX od 19 grudnia ubiegłego roku wzrósł o 17 proc. W trakcie tych siedmiu tygodni zwyżki miały miejsce jedynie dwie niewielkie korekty spadkowe, których skala sięgała 1-2 proc. Wydłużając horyzont, od 24 listopada wskaźnik we Frankfurcie zyskał 22 proc., a ruch ten wypełnia formalne wymogi definicji hossy. Niedowiarków powinno przekonać to, że trwająca od 12 września zwyżka sięga już 31,5 proc. W każdej z tych perspektyw czasowych DAX pozostawia w tyle indeksy z Wall Street. A wszystko to w atmosferze obaw przed rozpadem strefy euro, bankructwem Grecji, kłopotów Włoch i strachu przed recesją.
Powodów do korekty nie powinno zabraknąć i zapewne szukać ich trzeba w Europie. Wbrew wcześniejszym zapewnieniem, rozmowy Grecji z wierzycielami wciąż nie mogą dojść do finału, a przewodniczący Eurogrupy Jean-Claude Juncker określił je wczoraj mianem arcytrudnych. Nie należy też zapominać o Portugalii. Dzisiejsze dane, dotyczące liczby nowych miejsc pracy w amerykańskim sektorze pozarolniczym także mogą mieć spory wpływ na giełdy.
Gdyby okazały się gorsze od i tak niewygórowanych prognoz (oczekuje się, że przybyło ich 155 tys.), mogłyby chwilowo popsuć nastroje. Danych zza oceanu będzie dziś znacznie więcej. Poznamy indeks aktywności w usługach oraz dynamikę zamówień na dobra trwałe i zmianę zamówień w przemyśle. Na giełdach azjatyckich dziś sytuacja była niejednoznaczna. Nikkei stracił 0,5 proc., wskaźnik na Filipinach zniżkował o 1,5 proc., niewielkie spadki notowano Malezji i Korei. Na godzinę przed końcem handlu indeksy w Szanghaju rosły po 0,8-0,9 proc.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Roman Przasnyski, Open Finance
mp
| Inne artykuły z tego działu: | Inne artykuły: |
|---|---|
Rating Japonii poszedł w dół2012-05-22 11:55:35Wskaźniki zapowiadają powrót koniunktury na rynki akcji2012-05-22 11:42:55100 mld EUR poprawi nastroje2012-05-22 10:21:33Giełdy szybko odrabiają straty2012-05-22 09:58:54Rynki odbiły się od dna2012-05-22 09:28:37 |
Popyt na złoto wysoki dzięki inwestycjom2012-05-22 15:15:20Ostrożnie z dolarowymi inwestycjami2012-05-22 13:44:37Funt traci po danych o inflacji2012-05-22 13:03:29Euro lekko w dół w reakcji na wyniki hiszpańskiej aukcji2012-05-22 13:01:57OECD wpływa na notowania2012-05-22 12:42:39 |



