Komentarze walutowe
Analizy i prognozy rynku walutowego
Euro waluta, EUR
Aspekty prawne forex
Notowania walut
Sygnały forex daytrading
Dział dla Traderów
Wiadomości finasowe i gospodarcze
Tygodnik Inwestora
Surowce
Reklama
Najnowsze
Funt traci po danych o inflacji
Euro lekko w dół w reakcji na wyniki hiszpańskiej aukcji
OECD wpływa na notowania
CHFPLN - niepewna sytuacja
Korekta trwa
Bankowe spekulacje nie psują nastrojów (na razie)
Złoty znów w kręgu zainteresowania inwestorów
Forex: Złoto testowane ponownie
Najpopularniejsze
Korekta trwa
Kilka powodów do optymizmu, choć nie brakuje także negatywów
W poszukiwaniu światła w tunelu
Złoty znów w kręgu zainteresowania inwestorów
Euro i złoty przed szansą na umocnienie
Bankowe spekulacje nie psują nastrojów (na razie)
Waluty świata: Raport poranny
Dane z USA pozytywnie zaskoczą
Szukaj
Artykuł
Rynek walutowy w 2011 roku i perspektywy na rok 2012
29.12.2011 11:40 czwartek
Rok 2011 bez wątpienia zapisze się w pamięci inwestorów podobnie, jak 2008 kiedy to rynki przeszły szkołę życia i inaczej zaczęły postrzegać pojęcia takie jak ryzyko inwestycji, wzajemne zaufanie, czy poczucie bezpieczeństwa.
Tym razem inwestorzy poczuli na swojej skórze ciężar związany z potencjalnym rozłamem, bądź nawet rozpadem strefy euro (bo tak czarne scenariusze wciąż krążyłą po rynku).
Początek kończącego się roku nie zapowiadał jeszcze tak dramatycznych wydarzeń.
W pierwszych miesiącach 2011 roku mieliśmy silne umocnienie euro, kurs EUR/USD w maju wzrósł do ponad 1,49 USD ustanawiając tym maksimum roku
. Głównym czynnikiem wspierających wówczas wspólną walutę były silne i powszechnie oczekiwane podwyżki stóp procentowych i to nie tylko w krajach rozwijających się, ale na całym świecie. Za zacieśnieniem monetarnym przemawiały rosnąca inflacja w strefie euro i dobra koniunktura najsilniejszych państw grupy E17. Odnotowany w lutym silny wzrost cen ropy wskazywał, iż roczny indeks CPI w Eurolandzie będzie rósł silnie i powyżej 2,0% utrzyma się dłużej.
Rynek zaczął wyceniać trzy podwyżki stóp w strefie euro w 2011 roku i maksymalnie jedną w USA. Z kolei konsensus wśród ekonomistów zakładał jedną podwyżkę w strefie i żadnej w USA. Taka perspektywa służyła euro, sukcesywnie podnosząc jego notowania.
Maj przyniósł już wyraźną zmianę tendencji na rynku walutowym.
Już na początku maja miesiąca szef EBC dał jasno do zrozumienia, że na kolejną podwyżkę stóp procentowych nie należy liczyć szybciej niż w lipcu. Rynek, który kupował euro pod rosnące oczekiwania na podwyżki, stracił tym samym główny pretekst do dalszych zakupów, co ostatecznie doprowadziło do załamania wzrostów na EUR/USD. Pesymizm potęgowało pojawienie się na rynku tematu greckiego a następnie włoskiego zadłużenia. W efekcie traciło nie tylko euro, ale także waluty z nim powiązane w tym polski złoty. Drugą połowę 2011 roku cechowały zatem coraz głębsze spadki kursu EUR/USD, a eskalacja procesu deprecjacji euro prowadząca do osłabienia wspólnej waluty do 1,30 wobec dolara przypadła na grudzień. Euro nominalne powróciło zatem w okolice poziomów styczniowych.
To znaczące pogorszenie nastrojów związane było przede wszystkim z nasilającymi się obawami o istnienie strefy euro. Zaczęło się od wspomnianej już Grecji - jej problemów z finansowaniem i zgodą na przyznanie Atenom kolejnego pakietu pomocowego. Potem uwaga rynku skierowana została na Włoch, po tym jak agencja ratingowa Moody's obniżyła rating Portugalii do poziomu „śmieciowego”. Od tego czasu na rynku zaczęło wrzeć, bowiem Włochy to przecież trzecia największa gospodarka strefy euro, czwarta największa w Europie. Ale jeżeli spojrzymy przez pryzmat zadłużania, to jest to trzecia najbardziej zadłużona gospodarka na świecie, zaraz po Stanach Zjednoczonych i Japonii.
Obawy narastały, co znajdowało przełożenie w spadających notowaniach euro/dolara.
O ile Unia byłaby w stanie wygospodarować odpowiednią pomoc dla Grecji, o tyle skala zadłużenia Włoch daje niewielkie szanse na uporanie się z problemem w przypadku ewentualnej niewypłacalności Rzymu. Kolejne szczyty UE niewnoszące praktycznie żadnej wartości podnosiły skalę ryzyka, podobnie jak słabe raporty gospodarcze, które skutecznie zniechęcały inwestorów do utrzymywania w portfelach ryzykownych aktywów.
Najbardziej dotkliwie inwestorzy odczuli grudniowy szczyt UE.
Przedstawione na nim projekty działań trudno było uznać za przełomowe w walce z kryzysem zadłużenia w strefie euro, a w które to pokładano duże nadzieje. Co prawda zostało wypracowane porozumienie w sprawie paktu fiskalnego, jednak nie spotkało się to z uznaniem inwestorów. Na niejednoznaczną ocenę podjętych działań wpływał również fakt stanowczego sprzeciwu Wielkiej Brytanii odnośnie przystąpienia do wspomnianego paktu oraz niezdecydowanie Czech, Węgier oraz Szwecji. Choć decyzje podjęte przez europejskich polityków można wprawdzie uznać za krok w dobrą stronę, ale to wciąż krok zbyt mały, pokazujący dodatkowo jak bardzo odmienne są interesy głównych krajów UE i jak trudna jest droga do kompromisu. Zatem, atmosfera rozczarowania unijnymi szczytami ciążyła nad rynkami praktycznie do końca roku, podobnie jak obawy o możliwe obniżki ratingów państw strefy euro, w tym takich krajów jak Niemcy, czy Francja.
Sytuację pogarszało postępujące spowolnienie gospodarcze na świecie, w tym gospodarki amerykańskiej.
Tempo wzrostu gospodarczego w USA systematycznie spowalniało i w efekcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegł, że największej gospodarce świata grozić może nawet nawrót recesji. By pobudzić koniunkturę amerykański bank centralny podjął się zadania obniżenia długoterminowych stóp procentowych. W ramach „operacji twist" Fed wydłużał strukturę portfela obligacji skarbowych, które skupuje w ramach tzw. ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej (QE), prowadzonego z przerwą od listopada 2008 r. Do końca czerwca 2012 r. zamierza zamienić na rynku obligacje o wartości 400 mld USD i terminie zapadalności krótszym niż trzy lata , na papiery o terminie zapadalności dłuższym niż sześć lat. Ma to mieć na celu obniżenie rentowności tych ostatnich obligacji, z którymi ściśle powiązane jest oprocentowanie kredytów. Ma to z jednej strony sprzyjać refinansowaniu kredytów hipotecznych i w ten sposób ożywić pogrążony w kryzysie amerykański rynek nieruchomości, z drugiej zaś – skłonić inwestorów do inwestycji w bardziej rentowne aktywa niż obligacje, np. akcje. Trudno jednak nie zgodzić się z faktem, że rozwiązanie obecnych problemów gospodarczych USA przekracza możliwości Rezerwy Federalnej. Ameryka potrzebuje bowiem nowych miejsc pracy, a samo zwiększenie bazy monetarnej niewiele w tej kwestii może pomóc.
To wszystko powodowało, że inwestorzy pozbywali się w ostatnich miesiącach ryzykownych aktywów.
Od maja do połowy grudnia 2011 roku złoty stracił ponad 30% wobec dolara i blisko 18% wobec euro. Pomimo relatywnie solidnych fundamentów złoty traktowany jest nadal, jako waluta z koszyka i wyprzedawany jest wraz z innymi z regionu. Jedynie w relacji do franka szwajcarskiego sytuacja naszej waluty wyglądała zgoła nieco inaczej, bowiem w tym przypadku istotną rolę w kształtowaniu się kurs CHF/PLN odegrał Narodowy Bank Szwajcarii.
W obawie przed negatywnymi skutkami niekontrolowanego umacniania
się franka, SNB podjął podjął decyzję o interwencji mającej na celu osłabienie rodzimej waluty.
W tym celu ustalił minimalny kurs wymiany EUR/CHF na poziomie 1,20. Jednocześnie zapowiedział, że będzie z pełną determinacją bronił tego poziomu i jest gotowy kupować waluty zagraniczne w nieograniczonej ilości, by realizować podjęte wyzwanie. W rezultacie od września kurs EUR/CHF nie zszedł poniżej 1,20 co skutkowało umocnieniem złotego wobec waluty szwajcarskiej pomimo utrzymującej się niepewnej sytuacji w strefie euro. W rezultacie kurs CHF/PLN, który do sierpnia wzrósł do ponad 4,10 przez kolejne miesiące oscylował głównie w przedziale 3,45-3,75.
Pod koniec roku, podobnie jak w latach ubiegłych, zaczęto zadawać sobie czy przy dominujących minorowych nastrojach na rynkach finansowych pojawi się w grudniu św. Mikołaj i czy początek przyszłego roku rozpoczniemy tzw. „efektem stycznia”.
Pomimo wielu obaw i wciąż braku perspektyw na szybkie rozwiązanie kryzysu zadłużenia w strefie euro, druga połowa bieżącego miesiąca przyniosła lekką poprawę nastrojów. Wspólna waluta powróciła ponad poziom 1,30 USD, zaś EUR/PLN wyraźnie obniżał notowania schodząc poniżej wsparcia na 4,45. W przypadku złotego, obok lekkiego spadku awersji do ryzyka na świecie, znaczącą rolę odegrała kwestia zapowiadanej na koniec roku przez BGK i NBP interwencyjnej wymiany walut na rynku w związku z zagrożeniem przekroczenia poziomu 55% zadłużenia wobec PKB.
Jak wskazywały różne szacunki taki scenariusz mógłby się zrealizować przy kursie EUR/PLN na poziomie 4,80-4,90 i pociągałby za sobą negatywne konsekwencje fiskalne w postaci automatycznych cięć budżetowych i redukcji deficytu. Jak bowiem mówi ustawa o finansach publicznych, jeśli dług publiczny przekroczy drugi próg, tj. poziom 55%.
PKB, wówczas Rada Ministrów musi przedstawić program sanacji finansów publicznych, ściąć wydatki i zmusić do tego samego samorządy.
Następuje też automatycznie szereg dotkliwych posunięć, takich jak zamrożenie płac sfery budżetowej, ograniczenie wydatków najwyższych organów państwa, ograniczenie waloryzacji rent i emerytur, czy wstrzymanie pożyczek z budżetu. Jest zatem o co walczyć i tego boju mogło przestraszyć się część inwestorów.
Czy obecne nastroje utrzymają się w pierwszych miesiącach 2012 roku trudno powiedzieć.
W nowy rok wchodzimy bowiem z ciężarem nierozwiązanych problemów roku bieżącego. Choć nie można wykluczyć, że EBC zwiększy skalę interwencji w ramach programu SMP to fakt, że obecnie nie zobowiązuje się jednoznacznie do takich działań, a implementacja założeń z grudniowego szczytu UE będzie wymagała czasu i dalszych prac, nie wróżą szybkiej i trwałej poprawy sytuacji na rynkach finansowych. Tym samym temat kryzysu w strefie euro pozostanie w pierwszych miesiącach 2012 r. najistotniejszym dla rynków finansowych i może ograniczać silniejszy spadek globalnej premii za ryzyko. Niemniej, niemieckie podejście może ostatecznie zakończyć się sukcesem, chociaż skomplikowany proces decyzyjny sprawi, iż droga do wyjścia z kryzysu nie będzie krótka. To, w połączeniu z perspektywą recesji w strefie euro i spowolnieniem USA i w Azji oznaczać może podwyższoną awersję do ryzyka w kolejnych miesiącach. Oczekujemy więc iż kurs złotego w relacji do euro może średnio utrzymywać się na poziomie zbliżonym do 4,50 nawet przez kilka kolejnych miesięcy przyszłego roku.
Niewykluczone, bowiem, że walka z zadłużeniem przyczyni się do poważnego spowolnienia w strefie euro w 2012 roku, a w konsekwencji również w Polsce, która tam właśnie kieruje dużą część swojego eksportu. Spadek eksportu stanie się wówczas akceleratorem negatywnych tendencji na rynku pracy i w konsekwencji pośrednio spowoduje ograniczenie popytu wewnętrznego,
które dodatkowo uderzy w produkcję i wzrost gospodarczy.
Druga połowa 2012 roku (choć nie można wykluczyć, że nastąpi wcześniej) powinna już bardziej sprzyjać naszej walucie.
Zakładamy bowiem stopniowe wygasanie obaw przed eskalacją kryzysu zadłużenia strefy euro, a dotychczas podjęte działania choć jak już podkreślaliśmy nie są ostateczne i trudno je określić jako ambitne, to wskazują jednak na pewną zmianę w działaniach decydentów europejskich jeśli chodzi o długookresowe funkcjonowanie UE. Jeśli przyparci obecnie do muru politycy europejscy odzyskają zaufanie rynków pojawi się potencjał na wykształcenie dużej wzrostowej korekty ostatnich spadków pary EUR/USD.
Potencjalne zasięgi to 1,35 USD, a w wariancie optymistycznym nawet 1,38 1,381,38 1,38- -- -1,40 USD za euro. Kurs EUR/PLN na koniec roku można zatem oczekiwać w okolicach 4,00 oczekiwać w okolicach 4,00 - 4,20.
...Więcej informacji w załączniku
Joanna Bachert
PKO Bank Polski S.A.
az
Tym razem inwestorzy poczuli na swojej skórze ciężar związany z potencjalnym rozłamem, bądź nawet rozpadem strefy euro (bo tak czarne scenariusze wciąż krążyłą po rynku).
Początek kończącego się roku nie zapowiadał jeszcze tak dramatycznych wydarzeń.
W pierwszych miesiącach 2011 roku mieliśmy silne umocnienie euro, kurs EUR/USD w maju wzrósł do ponad 1,49 USD ustanawiając tym maksimum roku
Rynek zaczął wyceniać trzy podwyżki stóp w strefie euro w 2011 roku i maksymalnie jedną w USA. Z kolei konsensus wśród ekonomistów zakładał jedną podwyżkę w strefie i żadnej w USA. Taka perspektywa służyła euro, sukcesywnie podnosząc jego notowania.
Maj przyniósł już wyraźną zmianę tendencji na rynku walutowym.
Już na początku maja miesiąca szef EBC dał jasno do zrozumienia, że na kolejną podwyżkę stóp procentowych nie należy liczyć szybciej niż w lipcu. Rynek, który kupował euro pod rosnące oczekiwania na podwyżki, stracił tym samym główny pretekst do dalszych zakupów, co ostatecznie doprowadziło do załamania wzrostów na EUR/USD. Pesymizm potęgowało pojawienie się na rynku tematu greckiego a następnie włoskiego zadłużenia. W efekcie traciło nie tylko euro, ale także waluty z nim powiązane w tym polski złoty. Drugą połowę 2011 roku cechowały zatem coraz głębsze spadki kursu EUR/USD, a eskalacja procesu deprecjacji euro prowadząca do osłabienia wspólnej waluty do 1,30 wobec dolara przypadła na grudzień. Euro nominalne powróciło zatem w okolice poziomów styczniowych.
To znaczące pogorszenie nastrojów związane było przede wszystkim z nasilającymi się obawami o istnienie strefy euro. Zaczęło się od wspomnianej już Grecji - jej problemów z finansowaniem i zgodą na przyznanie Atenom kolejnego pakietu pomocowego. Potem uwaga rynku skierowana została na Włoch, po tym jak agencja ratingowa Moody's obniżyła rating Portugalii do poziomu „śmieciowego”. Od tego czasu na rynku zaczęło wrzeć, bowiem Włochy to przecież trzecia największa gospodarka strefy euro, czwarta największa w Europie. Ale jeżeli spojrzymy przez pryzmat zadłużania, to jest to trzecia najbardziej zadłużona gospodarka na świecie, zaraz po Stanach Zjednoczonych i Japonii.
Obawy narastały, co znajdowało przełożenie w spadających notowaniach euro/dolara.
O ile Unia byłaby w stanie wygospodarować odpowiednią pomoc dla Grecji, o tyle skala zadłużenia Włoch daje niewielkie szanse na uporanie się z problemem w przypadku ewentualnej niewypłacalności Rzymu. Kolejne szczyty UE niewnoszące praktycznie żadnej wartości podnosiły skalę ryzyka, podobnie jak słabe raporty gospodarcze, które skutecznie zniechęcały inwestorów do utrzymywania w portfelach ryzykownych aktywów.
Najbardziej dotkliwie inwestorzy odczuli grudniowy szczyt UE.
Przedstawione na nim projekty działań trudno było uznać za przełomowe w walce z kryzysem zadłużenia w strefie euro, a w które to pokładano duże nadzieje. Co prawda zostało wypracowane porozumienie w sprawie paktu fiskalnego, jednak nie spotkało się to z uznaniem inwestorów. Na niejednoznaczną ocenę podjętych działań wpływał również fakt stanowczego sprzeciwu Wielkiej Brytanii odnośnie przystąpienia do wspomnianego paktu oraz niezdecydowanie Czech, Węgier oraz Szwecji. Choć decyzje podjęte przez europejskich polityków można wprawdzie uznać za krok w dobrą stronę, ale to wciąż krok zbyt mały, pokazujący dodatkowo jak bardzo odmienne są interesy głównych krajów UE i jak trudna jest droga do kompromisu. Zatem, atmosfera rozczarowania unijnymi szczytami ciążyła nad rynkami praktycznie do końca roku, podobnie jak obawy o możliwe obniżki ratingów państw strefy euro, w tym takich krajów jak Niemcy, czy Francja.
Sytuację pogarszało postępujące spowolnienie gospodarcze na świecie, w tym gospodarki amerykańskiej.
Tempo wzrostu gospodarczego w USA systematycznie spowalniało i w efekcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegł, że największej gospodarce świata grozić może nawet nawrót recesji. By pobudzić koniunkturę amerykański bank centralny podjął się zadania obniżenia długoterminowych stóp procentowych. W ramach „operacji twist" Fed wydłużał strukturę portfela obligacji skarbowych, które skupuje w ramach tzw. ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej (QE), prowadzonego z przerwą od listopada 2008 r. Do końca czerwca 2012 r. zamierza zamienić na rynku obligacje o wartości 400 mld USD i terminie zapadalności krótszym niż trzy lata , na papiery o terminie zapadalności dłuższym niż sześć lat. Ma to mieć na celu obniżenie rentowności tych ostatnich obligacji, z którymi ściśle powiązane jest oprocentowanie kredytów. Ma to z jednej strony sprzyjać refinansowaniu kredytów hipotecznych i w ten sposób ożywić pogrążony w kryzysie amerykański rynek nieruchomości, z drugiej zaś – skłonić inwestorów do inwestycji w bardziej rentowne aktywa niż obligacje, np. akcje. Trudno jednak nie zgodzić się z faktem, że rozwiązanie obecnych problemów gospodarczych USA przekracza możliwości Rezerwy Federalnej. Ameryka potrzebuje bowiem nowych miejsc pracy, a samo zwiększenie bazy monetarnej niewiele w tej kwestii może pomóc.
To wszystko powodowało, że inwestorzy pozbywali się w ostatnich miesiącach ryzykownych aktywów.
Od maja do połowy grudnia 2011 roku złoty stracił ponad 30% wobec dolara i blisko 18% wobec euro. Pomimo relatywnie solidnych fundamentów złoty traktowany jest nadal, jako waluta z koszyka i wyprzedawany jest wraz z innymi z regionu. Jedynie w relacji do franka szwajcarskiego sytuacja naszej waluty wyglądała zgoła nieco inaczej, bowiem w tym przypadku istotną rolę w kształtowaniu się kurs CHF/PLN odegrał Narodowy Bank Szwajcarii.
W obawie przed negatywnymi skutkami niekontrolowanego umacniania
się franka, SNB podjął podjął decyzję o interwencji mającej na celu osłabienie rodzimej waluty.
W tym celu ustalił minimalny kurs wymiany EUR/CHF na poziomie 1,20. Jednocześnie zapowiedział, że będzie z pełną determinacją bronił tego poziomu i jest gotowy kupować waluty zagraniczne w nieograniczonej ilości, by realizować podjęte wyzwanie. W rezultacie od września kurs EUR/CHF nie zszedł poniżej 1,20 co skutkowało umocnieniem złotego wobec waluty szwajcarskiej pomimo utrzymującej się niepewnej sytuacji w strefie euro. W rezultacie kurs CHF/PLN, który do sierpnia wzrósł do ponad 4,10 przez kolejne miesiące oscylował głównie w przedziale 3,45-3,75.
Pod koniec roku, podobnie jak w latach ubiegłych, zaczęto zadawać sobie czy przy dominujących minorowych nastrojach na rynkach finansowych pojawi się w grudniu św. Mikołaj i czy początek przyszłego roku rozpoczniemy tzw. „efektem stycznia”.
Pomimo wielu obaw i wciąż braku perspektyw na szybkie rozwiązanie kryzysu zadłużenia w strefie euro, druga połowa bieżącego miesiąca przyniosła lekką poprawę nastrojów. Wspólna waluta powróciła ponad poziom 1,30 USD, zaś EUR/PLN wyraźnie obniżał notowania schodząc poniżej wsparcia na 4,45. W przypadku złotego, obok lekkiego spadku awersji do ryzyka na świecie, znaczącą rolę odegrała kwestia zapowiadanej na koniec roku przez BGK i NBP interwencyjnej wymiany walut na rynku w związku z zagrożeniem przekroczenia poziomu 55% zadłużenia wobec PKB.
Jak wskazywały różne szacunki taki scenariusz mógłby się zrealizować przy kursie EUR/PLN na poziomie 4,80-4,90 i pociągałby za sobą negatywne konsekwencje fiskalne w postaci automatycznych cięć budżetowych i redukcji deficytu. Jak bowiem mówi ustawa o finansach publicznych, jeśli dług publiczny przekroczy drugi próg, tj. poziom 55%.
PKB, wówczas Rada Ministrów musi przedstawić program sanacji finansów publicznych, ściąć wydatki i zmusić do tego samego samorządy.
Następuje też automatycznie szereg dotkliwych posunięć, takich jak zamrożenie płac sfery budżetowej, ograniczenie wydatków najwyższych organów państwa, ograniczenie waloryzacji rent i emerytur, czy wstrzymanie pożyczek z budżetu. Jest zatem o co walczyć i tego boju mogło przestraszyć się część inwestorów.
Czy obecne nastroje utrzymają się w pierwszych miesiącach 2012 roku trudno powiedzieć.
W nowy rok wchodzimy bowiem z ciężarem nierozwiązanych problemów roku bieżącego. Choć nie można wykluczyć, że EBC zwiększy skalę interwencji w ramach programu SMP to fakt, że obecnie nie zobowiązuje się jednoznacznie do takich działań, a implementacja założeń z grudniowego szczytu UE będzie wymagała czasu i dalszych prac, nie wróżą szybkiej i trwałej poprawy sytuacji na rynkach finansowych. Tym samym temat kryzysu w strefie euro pozostanie w pierwszych miesiącach 2012 r. najistotniejszym dla rynków finansowych i może ograniczać silniejszy spadek globalnej premii za ryzyko. Niemniej, niemieckie podejście może ostatecznie zakończyć się sukcesem, chociaż skomplikowany proces decyzyjny sprawi, iż droga do wyjścia z kryzysu nie będzie krótka. To, w połączeniu z perspektywą recesji w strefie euro i spowolnieniem USA i w Azji oznaczać może podwyższoną awersję do ryzyka w kolejnych miesiącach. Oczekujemy więc iż kurs złotego w relacji do euro może średnio utrzymywać się na poziomie zbliżonym do 4,50 nawet przez kilka kolejnych miesięcy przyszłego roku.
Niewykluczone, bowiem, że walka z zadłużeniem przyczyni się do poważnego spowolnienia w strefie euro w 2012 roku, a w konsekwencji również w Polsce, która tam właśnie kieruje dużą część swojego eksportu. Spadek eksportu stanie się wówczas akceleratorem negatywnych tendencji na rynku pracy i w konsekwencji pośrednio spowoduje ograniczenie popytu wewnętrznego,
które dodatkowo uderzy w produkcję i wzrost gospodarczy.
Druga połowa 2012 roku (choć nie można wykluczyć, że nastąpi wcześniej) powinna już bardziej sprzyjać naszej walucie.
Zakładamy bowiem stopniowe wygasanie obaw przed eskalacją kryzysu zadłużenia strefy euro, a dotychczas podjęte działania choć jak już podkreślaliśmy nie są ostateczne i trudno je określić jako ambitne, to wskazują jednak na pewną zmianę w działaniach decydentów europejskich jeśli chodzi o długookresowe funkcjonowanie UE. Jeśli przyparci obecnie do muru politycy europejscy odzyskają zaufanie rynków pojawi się potencjał na wykształcenie dużej wzrostowej korekty ostatnich spadków pary EUR/USD.
Potencjalne zasięgi to 1,35 USD, a w wariancie optymistycznym nawet 1,38 1,381,38 1,38- -- -1,40 USD za euro. Kurs EUR/PLN na koniec roku można zatem oczekiwać w okolicach 4,00 oczekiwać w okolicach 4,00 - 4,20.
...Więcej informacji w załączniku
Joanna Bachert
PKO Bank Polski S.A.
az
| Inne artykuły z tego działu: | Inne artykuły: |
|---|---|
Funt traci po danych o inflacji2012-05-22 13:03:29Euro lekko w dół w reakcji na wyniki hiszpańskiej aukcji2012-05-22 13:01:57OECD wpływa na notowania2012-05-22 12:42:39Kryzys w hipotekach trwa2012-05-22 12:25:10Kredyt w euro znów korzystny, ale trudno dostępny2012-05-22 12:09:16 |



