Reklama
Najnowsze
DM BOŚ: Polskie "kupuj plotki, sprzedawaj fakty"
Grecja obiecuje, że będzie oszczędzać
EBC nie rusza stopami, ale raty kredytów i tak idą w dół
Podsumowanie tygodnia – rynek Catalyst
Sankcje na NewConnect
ECB nie zmienił stóp, co powie Draghi?
Rachunki za paliwo niższe dzięki złotówce
W 2012 roku może upaść więcej firm
Najpopularniejsze
Tydzień wzrostów - zmiana trendu czy korekta?
Plotki ukradły bykom sesję
Pakt na niedźwiedzią łapę
Włochy - chory człowiek Europy
Kolejny tydzień dla byka
Uwaga! Część banków podnosi marże
Prognozy 2012
Depozytowa hossa trwa
Szukaj
Artykuł
Na rynkach nadal dominował optymizm
20.03.2010 11:30 sobotaStany Zjednoczone
Początek tygodnia na Wall Street przyniósł skuteczny atak na styczniowe maksima. Jednakże wyższe poziomy są zdobywane dość niemrawo i można odnieść wrażenie, że inwestorzy robią to bez przekonania. Dotychczasowi liderzy wzrostów, spółki prezentujące bardzo dobre wyniki w trakcie kryzysu (Apple, Procter&Gamble, Johnson&Johnson, IBM, Google, Hewlett Packard, Oracle), utrzymują swoje wysokie wyceny. Różnice próbują wyrównać spółki, które przez ostatnie kilka miesięcy wydawały się trochę zapomniane, takie jak GE, Pepsico czy Wal-Mart (rekomendacja kupuj od Citi). Lekkie ożywienie widać w handlu, w branżach naftowej i telekomunikacyjnej, jednakże dzieje się to bliżej dołków z marca 2009 r.
Zdecydowanie poprawił się nastrój w sektorze finansowym, co pozwoliło wrócić w pobliże październikowych maksimów. Nadal w odstawce znajdują się największe koncerny farmaceutyczne.
Po zeszłotygodniowym wybiciu, z prawie półrocznej konsolidacji, rekordowe notowania pobiło Cisco. Aktualnie wycena spółki zdecydowanie przekracza 4-letnią sprzedaż całego koncernu. Wydaje się, że obecna faza rozwoju nie daje szans na znaczący przyrost sprzedaży. Estymacja ta zakłada wysoką rentowność przedsięwzięcia, którą Cisco utrzymuje tylko przy wysokim wzroście gospodarczym. Cisco wydaje się być sztandarowym przykładem, że obecnie w wycenach spółek w USA mamy tylko pozytywny scenariusz gospodarczy, a nie ma uwzględnionych żadnych ryzyk.
Publikowane dane makro nie zmieniły optyki rynku i nie mogą być pretekstem do ruchu w żadną ze stron. Rynek pracy jest słaby, a ożywienie gospodarcze bliskie konsensu na rynku. Oczywiście niedźwiedzie będą zauważać, że wzrost gospodarczy stymulowany jest sztucznie przez ogromną nadpodaż pieniądza i zwracać uwagę na rynek nieruchomości komercyjnych w USA oraz duże zadłużenie państw, a byki będą twierdzić, że do rekordowych notowań z 2007 r., patrząc przez pryzmat indeksów, zostało sporo miejsca, więc trudno mówić o przewartościowaniu spółek. Wydaje się, że argumenty zwolenników spadków są oparte o bardziej racjonalne przesłanki, niż niefrasobliwych entuzjastów dalszych wzrostów wygrywających, chwilowo, na emocjach. Bliski koniec kwartału oraz sentyment na rynku promuje stronę popytową, jednak utrzymanie indeksów ponad styczniowym maksimum może okazać się zadaniem trudnym do wykonania.
Polska i Europejskie Rynki Wschodzące
Obraz rynku podczas ostatnich paru dni pozostał praktycznie niezmienny. Serie kontraktów terminowych zapadających w piątek skutecznie hamowały dalsze zapędy kupujących i, po „wtorkowej euforii”, zapanował marazm. Niezbyt bogate było również kalendarium. Mimo to, warto zwrócić uwagę na dane makro. Dane, które nie miały bezpośredniego przełożenia na rynek akcyjny i mocno nie odbiegały od konsensusu rynkowego. Niewielkim zaskoczeniem była niższa niż oczekiwano inflacja. Biorąc jednak pod uwagę, że odczyty dotyczące przyszłej inflacji rosną od paru miesięcy, jest wielce prawdopodobne, że przyniosą odzwierciedlenie w przyszłych cenach.
Dane dotyczące zatrudnienia i produkcji przemysłowej również nie zaskoczyły. Zatrudnienie spada, a produkcja przemysłowa wzrosła o 9,2%. Dane dotyczące produkcji były lepsze od prognozy równiej 8,9% r/r, lecz jak już napisałem, nie miały bezpośredniego przełożenia na zachowanie graczy.
Dużo działo się w spółce Petrolinvest. Spółka rozpoczęła rozmowy z Gazpromem w sprawie eksploatacji złoża na Półwyspie Jamajskim. Dodatkowo, fundusze: Kingsbrook Opportunities Master Fund LP, Iroquois Master Fund Ltd. oraz GEM Global Yield Fund Limited zapewnią finansowanie w postaci obligacji zamiennych na akcje. Pozyskana kwota wynosi 127,5 mln zł. Ceny akcji spółki jednak spadały i to dynamicznie. Efekt bazy i chęć realizacji zysków? Innego wytłumaczenia tutaj chyba niema.
Oprócz zapadających instrumentów pochodnych, decydujący był układ techniczny. To, co udało się Amerykanom na S&P500, nie udało się na warszawskim WIG20. Niedźwiedzie skutecznie stłumiły popyt i przynajmniej do końca tygodnia sytuacja techniczna pozostaje nierozstrzygnięta. Warto zwrócić uwagę, że giełda warszawska, podobnie jak węgierski BUX, była najmocniejsza w regionie. Co więcej, w pewnym momencie prezentowała się dużo lepiej niż zachodnioeuropejskie indeksy, czego ukonorowaniem była sesja piątkowa. Należy jednak zwrócić uwagę, że atak podaży odbywa się na dużym obrocie. Kolejna nieudana próba wybicia szczytów raczej nie będzie dobrym prognostykiem dla rynku akcji w krótkim terminie.
Europa Zachodnia
Dobry nastrój na rynkach Starego Kontynentu utrzymuje się w dalszym ciągu, o czym świadczy przebieg minionego tygodnia. Główne zachodnioeuropejskie indeksy w porównaniu z zamknięciem z zeszłego piątku zgodnie wylądowały na lekkich plusach, zbliżając się do tegorocznych szczytów.
Kolejny odcinek sagi pod tytułem „Grecja a strefa euro” zaczyna już powoli nudzić rynkowych graczy. Dla porządku, można jedynie wspomnieć o negocjacjach rządów Niemiec i Francji z greckimi kolegami. Nie można w tym miejscu odmówić racji premierowi Papandreou, który preferowaną formę pomocy zobrazował słowami „nie chodzi o to, aby kasę dać, chodzi o to, aby na wszelki wypadek leżała ona na stole”. Tematem na oddzielną dyskusję jest fakt, że sama obietnica interwencji może odstraszyć spekulantów na krótką metę. Warunkiem koniecznym długoterminowej poprawy wiarygodności kredytowej Grecji są bowiem systemowe zmiany w finansach publicznych, których namiastkę przedstawił w poprzednich tygodniach grecki rząd.
Optymistów wieszczących szybsze ożywienie w strefie euro na pewno ucieszyły dobre komunikaty z sektora bankowego. Lepsze od prognoz wyniki kwartalne włoskiego UniCredit czy też prognozy brytyjskiego Lloyds w kwestii tegorocznego zysku potwierdzają przedstawianą kilka tygodni temu tezę o szybszym niż przypuszczano „podnoszeniu się z kolan” europejskiego sektora finansowego, który w coraz mniejszym już stopniu korzysta z jakichkolwiek programów pomocowych.
Miniony tydzień kończymy w lekko pozytywnych nastrojach, których nie zepsuły zbytnio wygasające na większości globalnych parkietów marcowe serie instrumentów pochodnych. Po którymś z rzędu wzrostowym tygodniu europejskie indeksy znajdują się w okolicach szczytów z początku stycznia. Pokonanie tych poziomów potwierdziłoby kontynuację wzrostowego trendu. Jednakże z każdym pozytywnym tygodniem notowań będzie rosła chęć na realizację zysków w stopniu przynajmniej podobnym do tego, z jakim mieliśmy do czynienia w lutym.
Azja
Bank Światowy podniósł w środę prognozę wzrostu gospodarczego Chin w 2010 roku do 9,5%. Równocześnie ostrzegł Pekin, że musi uważać na inflację. Chiny Ludowe są jednak nie tylko olbrzymem, lecz także karłem, a dokładnie mówiąc: olbrzymem spętanym tysiącami nici. W przeliczeniu na siłę nabywczą roczny dochód na osobę wynosi 6500 dolarów (szacunek na 2009 rok) to znaczy 1/3 dochodu w Polsce lub 1/5 dochodu w Niemczech. Dysponując 7% światowych zasobów ziemi uprawnej, Chiny muszą wyżywić 22% ludzkości, przy czym areał gruntów rolnych stale się kurczy, a przyrost ludności (około 10 mln rocznie) utrzymuje się na tym samym poziomie. Chiński eksport, którego struktura kształtuje się w następujący sposób: USA 17,7% , Hong Kong 13,3%, Japonia 8,1%, Korea Południowa 5,2%, Niemcy 4,1% może ulec zmianie w przypadku, gdyby kraje, które są głównymi konsumentami chińskich produktów, wprowadziły regulacje ograniczające wymianę handlową. Główną przesłanką do tego typu działań jest sztywny kurs waluty kraju środka, który w ostatnich latach kształtował się na następujących poziomach juan per dolar amerykański: 6,8249 (2009); 6,9385 (2008); 7,61 (2007); 7,97 (2006); 8,1943 (2005). Amerykanie, największy partner handlowy, dają bardzo wyraźne sygnały, że sztywny kurs walutowy nie jest na poziomie rynkowym. Chińczycy w minionym tygodniu zakomunikowali, że według ich oceny umocnienie juana spowoduje załamanie krajowego eksportu, na co nie mogą sobie pozwolić przy niskim popycie wewnętrznym oraz sile nabywczej konsumenta. W perspektywie minionego tygodnia główne indeksy Kraju Środka kończą lekko nad kreską. Shanghai Composite, po niskim zamknięciu na poniedziałkowej sesji na poziomie 2980, w piątek przebił lokalny punkt oporu na poziomie 3066 punktów. Kontynuowanie trendu wzrostowego w przyszłym tygodniu oraz pokonanie kolejnych ważnych poziomów 3100 oraz 3139 punktów dałoby mocny sygnał dla inwestorów i szansę na powrót do styczniowych szczytów w perspektywie następnych tygodni. Przez ostatnie pięć dni najwięcej, bo ponad 1,5%, zarobili właściciele takich dużych spółek jak China Petrolium and Chemical oraz China Life Insurance. Najwięcej, bo blisko 2%, stracili właściciele Petro China po informacji o turbulencjach dotyczących przejęcia wspólnie z firmą Shell firmy Arrow Energy. Japońskie akcje drożały po optymistycznych danych z USA, głównie za sprawą spółek z branży motoryzacyjnej, takich jak Toyota czy Nissan. Poniedziałek jest w Japonii dniem wolnym od handlu. Indyjski Sensex wzrósł o 2,4% dzięki pozytywnym nastrojom na całym rynku. Nastrój psuły głównie dwie spółki WNS oraz Rediff.com, które po negatywnych informacjach traciły odpowiednio16% i 13%.
Ameryka Łacińska
Brazylia należy do 10 państw stanowiących gospodarczą czołówkę świata. Jest jednak krajem jaskrawych kontrastów. W jej wielkich miastach z drapaczami chmur sąsiadują dzielnice biedy. Paradoksalnie, źródłem osiągniętego niedawno sukcesu ekonomicznego są ogromne pożyczki zaciągnięte w zagranicznych instytucjach finansowych w latach 1964-1984. Ekipy dyktatorskie, sprawujące wówczas władzę, przeznaczyły je na sfinansowanie zakrojonych na wielką skalę przedsięwzięć infrastrukturalnych. Do wolnorynkowych przemian doszło dopiero podczas prezydentury Fernanda Henrique Carlosa (lata 1995-2002). Zaproponowane przez niego reformy kontynuuje następny prezydent, Luiz Inacio Lula da Silva, nazywany „Lulą”. Brazylia to obecnie jeden z ważniejszych eksporterów wyrobów przemysłowych, m.in. maszyn i samochodów, jak i płodów rolnych, m.in. soi i kawy. Po zdobyciu pozycji gospodarczej potęgi, Brazylia stała się rzecznikiem otwarcia globalnego handlu na kraje rozwijające się. Jest też pionierem badań nad wykorzystaniem nowych metod w produkcji energii. Te wizjonerskie plany realizuje Petrobras, należący do Skarbu Państwa najpotężniejszy w Brazylii koncern naftowy, który stosuje zaawansowane technologie wydobycia tego surowca z dna morskiego.
Mimo rosnącego znaczenia w światowej gospodarce, Brazylia boryka się jednak z rozwarstwieniem społecznym i dysproporcjami w zasobności poszczególnych regionów. Przepaść miedzy finansową elitą i miejską biedotą wyraźnie widać w głównych miastach kraju, Rio de Janeiro i Sao Paulo. Pogłębiające się nierówności dotykają nie tylko słabiej rozwinięty interior, ale też rolnicze południe, gdzie z roku na rok wzrasta liczba bezrolnych chłopów. W minionym tygodniu brazylijski indeks Bovespa był lekko pod kreską. Akcje największych spółek, takich jak Petroleo Brasileiro, traciły ponad 1% i były po czerwonej stronie rynku razem z sektorem finansowym. Inwestorzy sprzedawali akcje głównie z powodu obaw przed zmianą stóp procentowych. Meksykańska Bolsa, nowa wschodząca gwiazda w regionie Ameryki Łacińskiej, przez cały tydzień systematycznie rosła. Największe wzrosty zanotował sektor telekomunikacyjny i spółka Maxcom Telecomunicaciones, która w perspektywie tygodnia zdrożała o 16%.
Surowce
Kontrakty terminowe na ropę typu Crude odnotowują nieznaczny wzrost notowań, a baryłka kosztuje obecnie 81,2 dolarów. Sytuacja na rynku ropy nadal pozostaje nierozstrzygnięta co do kierunku zachowania się cen w przyszłości. Ceny poruszają się w kanale notowań na poziomach 70-84 dolara za baryłkę i ta wyższa wartość stanowi barierę do dalszych wzrostów. Popyt wciąż pozostaje słaby. Zapasy surowca rosną z tygodnia na tydzień i osiągnęły już pułap 19% większy aniżeli 5-letnia średnia.
W tym tygodniu odbyło się spotkanie krajów OPEC, gdzie nie podniesiono limitów wydobycia, co miało swe odbicie w krótkotrwałym wzroście cen. W obliczu nadciągającej wiosny należałoby spodziewać się spadku cen, gdyż sezonowy popyt na paliwa grzewcze się wyczerpuje.
Miedź notowana w kontraktach terminowych zdrożała o 0,5% za tonę i na Londyńskiej Giełdzie Metali kosztuje 7460 dolarów. Ostatnio pojawiły się obawy o stan gospodarki chińskiej, kluczowej dla rynku zbytu miedzi. Otóż najnowsze dane o inflacji w Państwie Środka pokazały, że przyrost cen jest niebezpiecznie wysoki i przybrał on wielkości niewidziane od 16-stu miesięcy. To zrodziło spekulacje, że rząd Chin będzie wprowadzał kolejne działania mające na celu schładzanie gospodarki. To bez wątpienia odbiłoby się w odczytach importu miedzi, a zatem zmniejszyłoby popyt, co zaszkodziłoby cenom. Dane makro z Chin faktycznie świadczą o bardzo wysokim tempie rozwoju gospodarczego. Mianowicie, produkcja przemysłowa jest największa od 5-ciu lat. Technicznie patrząc na rynek, istnieje zagrożenie formacją podwójnego szczytu, co również wskazywałoby na scenariusz prospadkowy.
Uncja złota w Nowym Jorku kosztuje 1124 dolary, co jest wynikiem o 2% wyższym w stosunku do poprzedniego tygodnia. Kruszec pozostaje wciąż pod presją rynku walutowego, gdzie obserwujemy dynamiczny wzrost wartości amerykańskiej waluty do euro. Teoretycznie powinno to się odbić kilkuprocentowym spadkiem cen złota. Wydaje się, że inwestorzy odchodzą od ryzykownych aktywów, realizują część zysków z akcji, a konsekwencją jest zwiększony popyt na złoto. Jeśli ten proces się nasili, to wkrótce ceny złota powinny być na wyższym pułapie cenowym. W odwrotnym scenariuszu, „żółty metal” może ponownie „złapać” korelację z zachowaniem dolara do głównych walut i wówczas, przy dalszym wzmacnianiu się tej waluty, będziemy obserwować spadki cen złota.
Waluty
Na początku tygodnia umacniający się dolar sprowadził kurs EUR/USD w okolice 1,3640. Na wykresach dziennych ukształtowała się nawet formacja świecowa „objęcie bessy”, sugerująca koniec korekty wzrostowej i powrót do spadków. Niestety rynek zrobił przykrą niespodziankę, bo w środę lekko poprawił ostatnie szczyty, negując jednocześnie powyższą formację. Kolejne dni pokazały jednak, że była to swoista pułapka, ponieważ eurodolar szybko powrócił do obowiązującego trendu spadkowego. W piątek, około godziny 15 kurs wynosił 1,3538. Wszystko wskazuje na to, że dolar utrzymał się w trendzie i nadal będzie się umacniał względem europejskiej waluty. Najbliższe wsparcie to dołek z początku marca na poziomie 1,3433, natomiast opór to szczyt z minionego tygodnia równy 1,3817.
Polski złoty w dalszym ciągu jest silnie skorelowany z GPW. Wyhamowanie wzrostów na giełdzie od razu przełożyło się na osłabienie złotego. W piątek EUR/PLN przetestował nawet poziom 3,89, a USD/PLN zbliżył się w okolice 2,87. Z technicznego punktu widzenia EUR/PLN znajduje się w dość ciekawym położeniu. Roczne spadki sprowadziły go do poziomu, w którym zniwelowane zostały w 61,8-procentach (tzw. „złoty podział”) wzrosty z okresu sierpień 2008 - luty 2009. Jest to potencjalnie dobre miejsce na wyprowadzenia odbicia. Póki co, trend jest silnie spadkowy i gra na osłabienie złotego obarczona jest zbyt wysokim ryzykiem.
Raport przygotował zespół Doradców Finansowych Xelion w składzie:
Łukasz Bugaj, Jacek Maleszewski, Piotr Olejniczakowski, Adam Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Piotr Trzeciak, Konrad Widuliński, Jan Żuralski.
Wszelkie opinie i oceny zawarte w niniejszym dokumencie wyrażają indywidualne opinie osób go sporządzających w dniu jego publikacji i nie mogą być interpretowane jako podstawa do podejmowania jakichkolwiek decyzji dotyczących inwestycji dokonywanych przez czytelnika. Xelion. Doradcy Finansowi Sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie niniejszego opracowania i zawartych w nim opinii autorów.
Początek tygodnia na Wall Street przyniósł skuteczny atak na styczniowe maksima. Jednakże wyższe poziomy są zdobywane dość niemrawo i można odnieść wrażenie, że inwestorzy robią to bez przekonania. Dotychczasowi liderzy wzrostów, spółki prezentujące bardzo dobre wyniki w trakcie kryzysu (Apple, Procter&Gamble, Johnson&Johnson, IBM, Google, Hewlett Packard, Oracle), utrzymują swoje wysokie wyceny. Różnice próbują wyrównać spółki, które przez ostatnie kilka miesięcy wydawały się trochę zapomniane, takie jak GE, Pepsico czy Wal-Mart (rekomendacja kupuj od Citi). Lekkie ożywienie widać w handlu, w branżach naftowej i telekomunikacyjnej, jednakże dzieje się to bliżej dołków z marca 2009 r.
Zdecydowanie poprawił się nastrój w sektorze finansowym, co pozwoliło wrócić w pobliże październikowych maksimów. Nadal w odstawce znajdują się największe koncerny farmaceutyczne.
Publikowane dane makro nie zmieniły optyki rynku i nie mogą być pretekstem do ruchu w żadną ze stron. Rynek pracy jest słaby, a ożywienie gospodarcze bliskie konsensu na rynku. Oczywiście niedźwiedzie będą zauważać, że wzrost gospodarczy stymulowany jest sztucznie przez ogromną nadpodaż pieniądza i zwracać uwagę na rynek nieruchomości komercyjnych w USA oraz duże zadłużenie państw, a byki będą twierdzić, że do rekordowych notowań z 2007 r., patrząc przez pryzmat indeksów, zostało sporo miejsca, więc trudno mówić o przewartościowaniu spółek. Wydaje się, że argumenty zwolenników spadków są oparte o bardziej racjonalne przesłanki, niż niefrasobliwych entuzjastów dalszych wzrostów wygrywających, chwilowo, na emocjach. Bliski koniec kwartału oraz sentyment na rynku promuje stronę popytową, jednak utrzymanie indeksów ponad styczniowym maksimum może okazać się zadaniem trudnym do wykonania.
Polska i Europejskie Rynki Wschodzące
Obraz rynku podczas ostatnich paru dni pozostał praktycznie niezmienny. Serie kontraktów terminowych zapadających w piątek skutecznie hamowały dalsze zapędy kupujących i, po „wtorkowej euforii”, zapanował marazm. Niezbyt bogate było również kalendarium. Mimo to, warto zwrócić uwagę na dane makro. Dane, które nie miały bezpośredniego przełożenia na rynek akcyjny i mocno nie odbiegały od konsensusu rynkowego. Niewielkim zaskoczeniem była niższa niż oczekiwano inflacja. Biorąc jednak pod uwagę, że odczyty dotyczące przyszłej inflacji rosną od paru miesięcy, jest wielce prawdopodobne, że przyniosą odzwierciedlenie w przyszłych cenach.
Dane dotyczące zatrudnienia i produkcji przemysłowej również nie zaskoczyły. Zatrudnienie spada, a produkcja przemysłowa wzrosła o 9,2%. Dane dotyczące produkcji były lepsze od prognozy równiej 8,9% r/r, lecz jak już napisałem, nie miały bezpośredniego przełożenia na zachowanie graczy.
Dużo działo się w spółce Petrolinvest. Spółka rozpoczęła rozmowy z Gazpromem w sprawie eksploatacji złoża na Półwyspie Jamajskim. Dodatkowo, fundusze: Kingsbrook Opportunities Master Fund LP, Iroquois Master Fund Ltd. oraz GEM Global Yield Fund Limited zapewnią finansowanie w postaci obligacji zamiennych na akcje. Pozyskana kwota wynosi 127,5 mln zł. Ceny akcji spółki jednak spadały i to dynamicznie. Efekt bazy i chęć realizacji zysków? Innego wytłumaczenia tutaj chyba niema.
Oprócz zapadających instrumentów pochodnych, decydujący był układ techniczny. To, co udało się Amerykanom na S&P500, nie udało się na warszawskim WIG20. Niedźwiedzie skutecznie stłumiły popyt i przynajmniej do końca tygodnia sytuacja techniczna pozostaje nierozstrzygnięta. Warto zwrócić uwagę, że giełda warszawska, podobnie jak węgierski BUX, była najmocniejsza w regionie. Co więcej, w pewnym momencie prezentowała się dużo lepiej niż zachodnioeuropejskie indeksy, czego ukonorowaniem była sesja piątkowa. Należy jednak zwrócić uwagę, że atak podaży odbywa się na dużym obrocie. Kolejna nieudana próba wybicia szczytów raczej nie będzie dobrym prognostykiem dla rynku akcji w krótkim terminie.
Europa Zachodnia
Dobry nastrój na rynkach Starego Kontynentu utrzymuje się w dalszym ciągu, o czym świadczy przebieg minionego tygodnia. Główne zachodnioeuropejskie indeksy w porównaniu z zamknięciem z zeszłego piątku zgodnie wylądowały na lekkich plusach, zbliżając się do tegorocznych szczytów.
Kolejny odcinek sagi pod tytułem „Grecja a strefa euro” zaczyna już powoli nudzić rynkowych graczy. Dla porządku, można jedynie wspomnieć o negocjacjach rządów Niemiec i Francji z greckimi kolegami. Nie można w tym miejscu odmówić racji premierowi Papandreou, który preferowaną formę pomocy zobrazował słowami „nie chodzi o to, aby kasę dać, chodzi o to, aby na wszelki wypadek leżała ona na stole”. Tematem na oddzielną dyskusję jest fakt, że sama obietnica interwencji może odstraszyć spekulantów na krótką metę. Warunkiem koniecznym długoterminowej poprawy wiarygodności kredytowej Grecji są bowiem systemowe zmiany w finansach publicznych, których namiastkę przedstawił w poprzednich tygodniach grecki rząd.
Optymistów wieszczących szybsze ożywienie w strefie euro na pewno ucieszyły dobre komunikaty z sektora bankowego. Lepsze od prognoz wyniki kwartalne włoskiego UniCredit czy też prognozy brytyjskiego Lloyds w kwestii tegorocznego zysku potwierdzają przedstawianą kilka tygodni temu tezę o szybszym niż przypuszczano „podnoszeniu się z kolan” europejskiego sektora finansowego, który w coraz mniejszym już stopniu korzysta z jakichkolwiek programów pomocowych.
Miniony tydzień kończymy w lekko pozytywnych nastrojach, których nie zepsuły zbytnio wygasające na większości globalnych parkietów marcowe serie instrumentów pochodnych. Po którymś z rzędu wzrostowym tygodniu europejskie indeksy znajdują się w okolicach szczytów z początku stycznia. Pokonanie tych poziomów potwierdziłoby kontynuację wzrostowego trendu. Jednakże z każdym pozytywnym tygodniem notowań będzie rosła chęć na realizację zysków w stopniu przynajmniej podobnym do tego, z jakim mieliśmy do czynienia w lutym.
Azja
Bank Światowy podniósł w środę prognozę wzrostu gospodarczego Chin w 2010 roku do 9,5%. Równocześnie ostrzegł Pekin, że musi uważać na inflację. Chiny Ludowe są jednak nie tylko olbrzymem, lecz także karłem, a dokładnie mówiąc: olbrzymem spętanym tysiącami nici. W przeliczeniu na siłę nabywczą roczny dochód na osobę wynosi 6500 dolarów (szacunek na 2009 rok) to znaczy 1/3 dochodu w Polsce lub 1/5 dochodu w Niemczech. Dysponując 7% światowych zasobów ziemi uprawnej, Chiny muszą wyżywić 22% ludzkości, przy czym areał gruntów rolnych stale się kurczy, a przyrost ludności (około 10 mln rocznie) utrzymuje się na tym samym poziomie. Chiński eksport, którego struktura kształtuje się w następujący sposób: USA 17,7% , Hong Kong 13,3%, Japonia 8,1%, Korea Południowa 5,2%, Niemcy 4,1% może ulec zmianie w przypadku, gdyby kraje, które są głównymi konsumentami chińskich produktów, wprowadziły regulacje ograniczające wymianę handlową. Główną przesłanką do tego typu działań jest sztywny kurs waluty kraju środka, który w ostatnich latach kształtował się na następujących poziomach juan per dolar amerykański: 6,8249 (2009); 6,9385 (2008); 7,61 (2007); 7,97 (2006); 8,1943 (2005). Amerykanie, największy partner handlowy, dają bardzo wyraźne sygnały, że sztywny kurs walutowy nie jest na poziomie rynkowym. Chińczycy w minionym tygodniu zakomunikowali, że według ich oceny umocnienie juana spowoduje załamanie krajowego eksportu, na co nie mogą sobie pozwolić przy niskim popycie wewnętrznym oraz sile nabywczej konsumenta. W perspektywie minionego tygodnia główne indeksy Kraju Środka kończą lekko nad kreską. Shanghai Composite, po niskim zamknięciu na poniedziałkowej sesji na poziomie 2980, w piątek przebił lokalny punkt oporu na poziomie 3066 punktów. Kontynuowanie trendu wzrostowego w przyszłym tygodniu oraz pokonanie kolejnych ważnych poziomów 3100 oraz 3139 punktów dałoby mocny sygnał dla inwestorów i szansę na powrót do styczniowych szczytów w perspektywie następnych tygodni. Przez ostatnie pięć dni najwięcej, bo ponad 1,5%, zarobili właściciele takich dużych spółek jak China Petrolium and Chemical oraz China Life Insurance. Najwięcej, bo blisko 2%, stracili właściciele Petro China po informacji o turbulencjach dotyczących przejęcia wspólnie z firmą Shell firmy Arrow Energy. Japońskie akcje drożały po optymistycznych danych z USA, głównie za sprawą spółek z branży motoryzacyjnej, takich jak Toyota czy Nissan. Poniedziałek jest w Japonii dniem wolnym od handlu. Indyjski Sensex wzrósł o 2,4% dzięki pozytywnym nastrojom na całym rynku. Nastrój psuły głównie dwie spółki WNS oraz Rediff.com, które po negatywnych informacjach traciły odpowiednio16% i 13%.
Ameryka Łacińska
Brazylia należy do 10 państw stanowiących gospodarczą czołówkę świata. Jest jednak krajem jaskrawych kontrastów. W jej wielkich miastach z drapaczami chmur sąsiadują dzielnice biedy. Paradoksalnie, źródłem osiągniętego niedawno sukcesu ekonomicznego są ogromne pożyczki zaciągnięte w zagranicznych instytucjach finansowych w latach 1964-1984. Ekipy dyktatorskie, sprawujące wówczas władzę, przeznaczyły je na sfinansowanie zakrojonych na wielką skalę przedsięwzięć infrastrukturalnych. Do wolnorynkowych przemian doszło dopiero podczas prezydentury Fernanda Henrique Carlosa (lata 1995-2002). Zaproponowane przez niego reformy kontynuuje następny prezydent, Luiz Inacio Lula da Silva, nazywany „Lulą”. Brazylia to obecnie jeden z ważniejszych eksporterów wyrobów przemysłowych, m.in. maszyn i samochodów, jak i płodów rolnych, m.in. soi i kawy. Po zdobyciu pozycji gospodarczej potęgi, Brazylia stała się rzecznikiem otwarcia globalnego handlu na kraje rozwijające się. Jest też pionierem badań nad wykorzystaniem nowych metod w produkcji energii. Te wizjonerskie plany realizuje Petrobras, należący do Skarbu Państwa najpotężniejszy w Brazylii koncern naftowy, który stosuje zaawansowane technologie wydobycia tego surowca z dna morskiego.
Mimo rosnącego znaczenia w światowej gospodarce, Brazylia boryka się jednak z rozwarstwieniem społecznym i dysproporcjami w zasobności poszczególnych regionów. Przepaść miedzy finansową elitą i miejską biedotą wyraźnie widać w głównych miastach kraju, Rio de Janeiro i Sao Paulo. Pogłębiające się nierówności dotykają nie tylko słabiej rozwinięty interior, ale też rolnicze południe, gdzie z roku na rok wzrasta liczba bezrolnych chłopów. W minionym tygodniu brazylijski indeks Bovespa był lekko pod kreską. Akcje największych spółek, takich jak Petroleo Brasileiro, traciły ponad 1% i były po czerwonej stronie rynku razem z sektorem finansowym. Inwestorzy sprzedawali akcje głównie z powodu obaw przed zmianą stóp procentowych. Meksykańska Bolsa, nowa wschodząca gwiazda w regionie Ameryki Łacińskiej, przez cały tydzień systematycznie rosła. Największe wzrosty zanotował sektor telekomunikacyjny i spółka Maxcom Telecomunicaciones, która w perspektywie tygodnia zdrożała o 16%.
Surowce
Kontrakty terminowe na ropę typu Crude odnotowują nieznaczny wzrost notowań, a baryłka kosztuje obecnie 81,2 dolarów. Sytuacja na rynku ropy nadal pozostaje nierozstrzygnięta co do kierunku zachowania się cen w przyszłości. Ceny poruszają się w kanale notowań na poziomach 70-84 dolara za baryłkę i ta wyższa wartość stanowi barierę do dalszych wzrostów. Popyt wciąż pozostaje słaby. Zapasy surowca rosną z tygodnia na tydzień i osiągnęły już pułap 19% większy aniżeli 5-letnia średnia.
W tym tygodniu odbyło się spotkanie krajów OPEC, gdzie nie podniesiono limitów wydobycia, co miało swe odbicie w krótkotrwałym wzroście cen. W obliczu nadciągającej wiosny należałoby spodziewać się spadku cen, gdyż sezonowy popyt na paliwa grzewcze się wyczerpuje.
Miedź notowana w kontraktach terminowych zdrożała o 0,5% za tonę i na Londyńskiej Giełdzie Metali kosztuje 7460 dolarów. Ostatnio pojawiły się obawy o stan gospodarki chińskiej, kluczowej dla rynku zbytu miedzi. Otóż najnowsze dane o inflacji w Państwie Środka pokazały, że przyrost cen jest niebezpiecznie wysoki i przybrał on wielkości niewidziane od 16-stu miesięcy. To zrodziło spekulacje, że rząd Chin będzie wprowadzał kolejne działania mające na celu schładzanie gospodarki. To bez wątpienia odbiłoby się w odczytach importu miedzi, a zatem zmniejszyłoby popyt, co zaszkodziłoby cenom. Dane makro z Chin faktycznie świadczą o bardzo wysokim tempie rozwoju gospodarczego. Mianowicie, produkcja przemysłowa jest największa od 5-ciu lat. Technicznie patrząc na rynek, istnieje zagrożenie formacją podwójnego szczytu, co również wskazywałoby na scenariusz prospadkowy.
Uncja złota w Nowym Jorku kosztuje 1124 dolary, co jest wynikiem o 2% wyższym w stosunku do poprzedniego tygodnia. Kruszec pozostaje wciąż pod presją rynku walutowego, gdzie obserwujemy dynamiczny wzrost wartości amerykańskiej waluty do euro. Teoretycznie powinno to się odbić kilkuprocentowym spadkiem cen złota. Wydaje się, że inwestorzy odchodzą od ryzykownych aktywów, realizują część zysków z akcji, a konsekwencją jest zwiększony popyt na złoto. Jeśli ten proces się nasili, to wkrótce ceny złota powinny być na wyższym pułapie cenowym. W odwrotnym scenariuszu, „żółty metal” może ponownie „złapać” korelację z zachowaniem dolara do głównych walut i wówczas, przy dalszym wzmacnianiu się tej waluty, będziemy obserwować spadki cen złota.
Waluty
Na początku tygodnia umacniający się dolar sprowadził kurs EUR/USD w okolice 1,3640. Na wykresach dziennych ukształtowała się nawet formacja świecowa „objęcie bessy”, sugerująca koniec korekty wzrostowej i powrót do spadków. Niestety rynek zrobił przykrą niespodziankę, bo w środę lekko poprawił ostatnie szczyty, negując jednocześnie powyższą formację. Kolejne dni pokazały jednak, że była to swoista pułapka, ponieważ eurodolar szybko powrócił do obowiązującego trendu spadkowego. W piątek, około godziny 15 kurs wynosił 1,3538. Wszystko wskazuje na to, że dolar utrzymał się w trendzie i nadal będzie się umacniał względem europejskiej waluty. Najbliższe wsparcie to dołek z początku marca na poziomie 1,3433, natomiast opór to szczyt z minionego tygodnia równy 1,3817.
Polski złoty w dalszym ciągu jest silnie skorelowany z GPW. Wyhamowanie wzrostów na giełdzie od razu przełożyło się na osłabienie złotego. W piątek EUR/PLN przetestował nawet poziom 3,89, a USD/PLN zbliżył się w okolice 2,87. Z technicznego punktu widzenia EUR/PLN znajduje się w dość ciekawym położeniu. Roczne spadki sprowadziły go do poziomu, w którym zniwelowane zostały w 61,8-procentach (tzw. „złoty podział”) wzrosty z okresu sierpień 2008 - luty 2009. Jest to potencjalnie dobre miejsce na wyprowadzenia odbicia. Póki co, trend jest silnie spadkowy i gra na osłabienie złotego obarczona jest zbyt wysokim ryzykiem.
Raport przygotował zespół Doradców Finansowych Xelion w składzie:
Łukasz Bugaj, Jacek Maleszewski, Piotr Olejniczakowski, Adam Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Piotr Trzeciak, Konrad Widuliński, Jan Żuralski.
Wszelkie opinie i oceny zawarte w niniejszym dokumencie wyrażają indywidualne opinie osób go sporządzających w dniu jego publikacji i nie mogą być interpretowane jako podstawa do podejmowania jakichkolwiek decyzji dotyczących inwestycji dokonywanych przez czytelnika. Xelion. Doradcy Finansowi Sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie niniejszego opracowania i zawartych w nim opinii autorów.
| Inne artykuły z tego działu: | Inne artykuły: |
|---|---|
DM BOŚ: Polskie "kupuj plotki, sprzedawaj fakty"2012-02-09 18:19:18Grecja obiecuje, że będzie oszczędzać2012-02-09 17:46:27Podsumowanie tygodnia – rynek Catalyst2012-02-09 14:48:00Sankcje na NewConnect2012-02-09 14:41:29ECB nie zmienił stóp, co powie Draghi?2012-02-09 14:21:01 |
Grecja obiecuje, że będzie oszczędzać2012-02-09 17:46:27Korekta na złotym2012-02-09 17:02:33Greckie porozumienie umacnia euro2012-02-09 16:45:34Waluty świata - raport popołudniowy2012-02-09 16:30:14EBC nie rusza stopami, ale raty kredytów i tak idą w dół2012-02-09 16:23:01 |




