Reklama
Najnowsze
DM BOŚ: Polskie "kupuj plotki, sprzedawaj fakty"
Grecja obiecuje, że będzie oszczędzać
EBC nie rusza stopami, ale raty kredytów i tak idą w dół
Podsumowanie tygodnia – rynek Catalyst
Sankcje na NewConnect
ECB nie zmienił stóp, co powie Draghi?
Rachunki za paliwo niższe dzięki złotówce
W 2012 roku może upaść więcej firm
Najpopularniejsze
Tydzień wzrostów - zmiana trendu czy korekta?
Plotki ukradły bykom sesję
Pakt na niedźwiedzią łapę
Włochy - chory człowiek Europy
Kolejny tydzień dla byka
Uwaga! Część banków podnosi marże
Prognozy 2012
Depozytowa hossa trwa
Szukaj
Artykuł
Dobre dane – słaba interpretacja
15.03.2010 09:42 poniedziałekW piątek zachowanie rynków finansowych w USA nie było standardowe. Można powiedzieć nawet, że na żadnym rynku takie nie było. W komentarzach można znaleźć tylko jedno wytłumaczenie tego, co się wydarzyło: mieszane dane makro. Problem jednak w tym, że one wcale tak bardzo mieszane nie były, tylko usiłowano je takim przedstawić. Popatrzmy.
Dane o lutowej sprzedaży detalicznej były bardzo dobre. Okazało się, że wzrosła ona w lutym o 0,3 proc. (oczekiwano spadku o 0,2 proc.), a co bardziej istotne dane bez samochodów były jeszcze lepsze – sprzedaż wzrosła o 0,8 proc., a oczekiwano, że ledwo drgnie. Jak widać wzrost kredytów w ostatnim okresie nie był przypadkiem. Amerykanie wrócili do starych zwyczajów. Nie przeszkodziły im nawet zawieruchy i zamiecie. Nieco umniejszała to osiągnięcie weryfikacja danych ze stycznia (z 0,5 na 0,1 proc.).
Minusem był opublikowany przez Uniwersytet Michigan wstępny (dla marca) indeks nastroju konsumentów.
Oczekiwano wzrostu, a tymczasem spadł z 73,6 do 72,5 pkt. Niby źle, ale przecież nie liczy się to, co Amerykanie mówią (na tym polega liczenie indeksu), a to, co robią (sprzedaż detaliczna). Zawsze tak właśnie były te dane interpretowane. Próba zmiany sposobu interpretacji jest dopasowywaniem tłumaczenia do zachowania rynków.
Również raport o zapasach w firmach usiłowano przedstawić jako niekorzystny dla gospodarki. Zapasy się nie zmieniły, a sprzedaż z magazynów wzrosła (0,6 proc.) ósmy miesiąc z rzędu. Pesymiści twierdzili, że brak wzrostu zapasów źle wróży gospodarce, bo firmy nie produkują tak dużo żeby je zwiększyć. Jednak przecież ciągły wzrost sprzedaży do tego właśnie musi doprowadzić, więc dane były tak naprawdę dobre.
Rynek akcji wręcz zamurowało. Rozpoczął sesję zwyżką, ale prawie natychmiast indeksy spadły i zaczęły oscylować wokół poziomu czwartkowego zamknięcia (odchylały się od niego minimalnie). Dlaczego dane tak a nie inaczej zinterpretowano? Tylko i wyłącznie dlatego, że rynek jest wykupiony i gracze się już tego boją. Konieczna jest korekta, który wychłodzi oscylatory. W piątek jej być nie mogło, bo dane były zbyt dobre i dlatego zakończenie sesji było całkowicie neutralne.
GPW rozpoczęła piątkową sesję w bardzo dobrych, wręcz szampańskich nastrojach, co mogło nieco dziwić. Rynek został bardzo szybko schłodzony, ale potem „bycze” zachowanie giełd europejskich i bardzo dobre dane ze strefy euro poprowadziły i u nas indeksy na północ. Tym razem najsilniejszy był segment większych spółek. Przed pobudką w USA, bez najmniejszych impulsów ze strony giełd europejskich, koszyki pognały WIG20 wyżej. Wydawało się, że nawet słabe dane z USA niespecjalnie popsują nastroje. Nie mogły zresztą popsuć, bo okazały się być bardzo dobre, co doprowadziło rynek prawie do euforii. Okazała się być jednak chwilowa. Słabe zachowanie rynków amerykańskich wywołało do tablicy podaż i sesja zakończyła się małym wzrostem (0,5 proc.) z bardzo dużym obrotem, co zdecydowanie nie jest „byczym” sygnałem.
Rozpoczynamy dwutygodniowy okres, w którym sesja w USA rozpoczynać się będzie o 14.30 naszego czasu, a kończyć o 21.00. W USA zmieniono czas na letni – u nas zmieni się dopiero 28 marca. To przedłuża okres gry „z USA”, a to zmieni nieco charakter szczególnie polskiego rynku.
Piotr Kuczyński
główny analityk
Xelion. Doradcy Finansowi
Dane o lutowej sprzedaży detalicznej były bardzo dobre. Okazało się, że wzrosła ona w lutym o 0,3 proc. (oczekiwano spadku o 0,2 proc.), a co bardziej istotne dane bez samochodów były jeszcze lepsze – sprzedaż wzrosła o 0,8 proc., a oczekiwano, że ledwo drgnie. Jak widać wzrost kredytów w ostatnim okresie nie był przypadkiem. Amerykanie wrócili do starych zwyczajów. Nie przeszkodziły im nawet zawieruchy i zamiecie. Nieco umniejszała to osiągnięcie weryfikacja danych ze stycznia (z 0,5 na 0,1 proc.).
Minusem był opublikowany przez Uniwersytet Michigan wstępny (dla marca) indeks nastroju konsumentów.
Również raport o zapasach w firmach usiłowano przedstawić jako niekorzystny dla gospodarki. Zapasy się nie zmieniły, a sprzedaż z magazynów wzrosła (0,6 proc.) ósmy miesiąc z rzędu. Pesymiści twierdzili, że brak wzrostu zapasów źle wróży gospodarce, bo firmy nie produkują tak dużo żeby je zwiększyć. Jednak przecież ciągły wzrost sprzedaży do tego właśnie musi doprowadzić, więc dane były tak naprawdę dobre.
Rynek akcji wręcz zamurowało. Rozpoczął sesję zwyżką, ale prawie natychmiast indeksy spadły i zaczęły oscylować wokół poziomu czwartkowego zamknięcia (odchylały się od niego minimalnie). Dlaczego dane tak a nie inaczej zinterpretowano? Tylko i wyłącznie dlatego, że rynek jest wykupiony i gracze się już tego boją. Konieczna jest korekta, który wychłodzi oscylatory. W piątek jej być nie mogło, bo dane były zbyt dobre i dlatego zakończenie sesji było całkowicie neutralne.
GPW rozpoczęła piątkową sesję w bardzo dobrych, wręcz szampańskich nastrojach, co mogło nieco dziwić. Rynek został bardzo szybko schłodzony, ale potem „bycze” zachowanie giełd europejskich i bardzo dobre dane ze strefy euro poprowadziły i u nas indeksy na północ. Tym razem najsilniejszy był segment większych spółek. Przed pobudką w USA, bez najmniejszych impulsów ze strony giełd europejskich, koszyki pognały WIG20 wyżej. Wydawało się, że nawet słabe dane z USA niespecjalnie popsują nastroje. Nie mogły zresztą popsuć, bo okazały się być bardzo dobre, co doprowadziło rynek prawie do euforii. Okazała się być jednak chwilowa. Słabe zachowanie rynków amerykańskich wywołało do tablicy podaż i sesja zakończyła się małym wzrostem (0,5 proc.) z bardzo dużym obrotem, co zdecydowanie nie jest „byczym” sygnałem.
Rozpoczynamy dwutygodniowy okres, w którym sesja w USA rozpoczynać się będzie o 14.30 naszego czasu, a kończyć o 21.00. W USA zmieniono czas na letni – u nas zmieni się dopiero 28 marca. To przedłuża okres gry „z USA”, a to zmieni nieco charakter szczególnie polskiego rynku.
Piotr Kuczyński
główny analityk
Xelion. Doradcy Finansowi
| Inne artykuły z tego działu: | Inne artykuły: |
|---|---|
DM BOŚ: Polskie "kupuj plotki, sprzedawaj fakty"2012-02-09 18:19:18Grecja obiecuje, że będzie oszczędzać2012-02-09 17:46:27Podsumowanie tygodnia – rynek Catalyst2012-02-09 14:48:00Sankcje na NewConnect2012-02-09 14:41:29ECB nie zmienił stóp, co powie Draghi?2012-02-09 14:21:01 |
Grecja obiecuje, że będzie oszczędzać2012-02-09 17:46:27Korekta na złotym2012-02-09 17:02:33Greckie porozumienie umacnia euro2012-02-09 16:45:34Waluty świata - raport popołudniowy2012-02-09 16:30:14EBC nie rusza stopami, ale raty kredytów i tak idą w dół2012-02-09 16:23:01 |




