Artykuł
INWESTOWANIE W TEORII: Gorzkie lata 70-te gorączki spekulacyjnej (cz. 12)
08.02.2007 19:55 czwartek
W latach 70. inwestorzy postanowili wrócić do „zdrowych zasad" inwestowania. Moda na spółki koncepcyjne została zastąpiona modą na spółki renomowane. Panował pogląd, że firmy te nigdy nie mogłyby ulec takiej przecenie, jakiej ofiarą padły ulubione przez spekulantów spółki w latach 60. Najbezpieczniejszą strategią inwestycyjną miał być więc zakup akcji spółek renomowanych, relaks na polu golfowym i spokojne oczekiwanie na długoterminowe zyski.
Do grupy pierwszoligowych akcji wzrostowych, którymi tak bardzo fascynowali się inwestorzy instytucjonalni, należały walory zaledwie około 50 spółek. Były to znane firmy (IBM, Xerox, Avon Products, Kodak, McDonald’s, Polaroid, Disney), które inwestorzy nazwali „wielką pięćdziesiątką".
Charakteryzowały się dużą kapitalizacją, co oznaczało, że instytucje mogły nabyć większy pakiet ich akcji, nie powodując perturbacji na rynku.
A ponieważ wielu zarządzających doszło do wniosku, że określenie prawidłowego momentu zakupu jest bardzo trudne, a nawet niemożliwe, akcje te wydawały się inwestycją niezwykle rozsądną.
Ci, którzy kupili je po cenie chwilowo wygórowanej, tłumaczyli sobie, że mają one patent na wzrost i prędzej czy później okaże się, że cena była jednak korzystna. Uważano, że przypominają pamiątki rodowe - nie są na sprzedaż. Stąd znane były również jako akcje „ostatecznej decyzji". Raz podjęta decyzja o ich zakupie była ostateczna i miała rozwiązywać wszystkie problemy inwestycyjne.
Na początku była renoma „wielkiej pięćdziesiątki”
Nie był to jedyny parasol ochronny, jaki akcje te roztaczały nad inwestorami instytucjonalnymi. Drugim była ich niekwestionowana renoma. Nikt z branży nie śmiał zarzucić zarządzającemu podejmowania nadmiernego ryzyka, jeśli ten inwestował w akcje IBM. Owszem, na nich też można było stracić, ale nikt nie mógłby nazwać tego wynikiem nieostrożności tak, jak w przypadku straty na akcjach Performance Systems czy National Student Marketing.
Duże fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe oraz departamenty powiernictwa banków komercyjnych podjęły „ostateczną decyzję" i jak psy myśliwskie goniące zwierzynę pognały na zakupy akcji wzrostowych wielkiej pięćdziesiątki. Choć trudno w to uwierzyć, instytucje rozpoczęły spekulację akcjami spółek renomowanych.
Potem gorączka nieprawdopodobnego wzrostu cen
W tabeli 1 zamieszczono wartości wskaźnika C/Z kilku spółek w roku 1972 i na początku lat osiemdziesiątych. Zarządzający z instytucji finansowych beztrosko ignorowali fakt, że zysk żadnej większej spółki nie może rosnąć w takim tempie, które uzasadniałoby wzrost tego wskaźnika do poziomu 80 lub 90. Jeszcze raz okazało się, że w ładnym opakowaniu można sprzedać dosłownie wszystko.
Tabela 1. Poziomy wskaźnika C/Z spółek „wielkiej pięćdziesiątki” w latach 70.
Być może są i tacy, dla których ta spekulacyjna gorączka była jedynie przejawem powracającego pod koniec 1972 r. optymizmu. Richard Nixon przygniatającą przewagą głosów został powtórnie wybrany na prezydenta, pokój w Wietnamie był „na wyciągnięcie ręki", polityka kontroli cen miała być wkrótce zniesiona, inflacja wydawała się być „pod kontrolą", a kryzys naftowy z OPEC w roli głównej dopiero miał nadejść.
W rzeczywistości jednak giełdowe spadki rozpoczęły się już na początku 1972 r., prowadząc do jeszcze bardziej patologicznej spekulacji akcjami wielkiej pięćdziesiątki. Patologia polegała na tym, że choć indeksy giełdowe spadały, wskaźniki C/Z tych spółek osiągały rekordowe poziomy, a przewartościowanie ich akcji na rynku znacznie wzrosło.
Wydawało się, że rynek jest „dwupiętrowy", co magazyn „Forbes” ujął następująco: „Wielka pięćdziesiąta wyłoniła się jakoby z głębi oceanu; wyglądało to tak, jakby całe Stany Zjednoczone oprócz Nebraski pogrążyły się w morskiej otchłani. Dwupiętrowy rynek składał się w istocie z jednego piętra na górze i kupy gruzu na dole.”
Co utrzymywało tak wysoko „wielką pięćdziesiątkę”?
To samo, co w dawnej Holandii nie pozwalało spaść cenom cebulek tulipanów - złudzenia i szaleństwa tłumów [Szaleństwo szybkiego wzbogacenia się, czyli tulipomania XVII wieku]. Powstało złudzenie, że spółki te są tak potężne, że zakup ich akcji jest opłacalny bez względu na cenę. Nieprzerwany wzrost zysku miał być gwarantem sukcesu każdego inwestora.
Koniec hossy był nieuchronny
Spekulacja akcjami wielkiej pięćdziesiątki zakończyła się tak, jak wszystkie pozostałe gorączki spekulacyjne. Jak napisał felietonista Martin Sosnoff z magazynu „Forbes”, spółki wchodzące w jej skład poszły „jedna po drugiej pod mur”.
Embargo na ropę i trudności ze zdobyciem benzyny postawiły w trudnym położeniu firmę Disney oraz niekorzystnie wpłynęły na wycenę dużych udziałów, jakie posiadała w spółkach Disneyland i Disney World. Problemy z produkcją nowych aparatów fotograficznych uderzyły w Polaroid. Ceny akcji obu firm spadły z hukiem.
Winne było przewartościowanie akcji
Krytyczny artykuł pod adresem Avon Products, z którego cieszący się uznaniem wielu inwestorów Forbes uczynił temat numeru, spowodował w ciągu sześciu miesięcy blisko 50%-wą przecenę spółki. Za żaden z tych spadków nie można jednak winić konkretnego wydarzenia, które jak igła przekłuło nadmuchany balon. Winne było oczywiście przewartościowanie akcji.
Ceny akcji spadały z hukiem !
Prędzej czy później ci sami zarządzający, którzy wykreowali kult wielkiej pięćdziesiątki, odwołali swą „ostateczną decyzję" i sprzedali posiadane walory. Nastąpił kryzys, podczas którego pierwszoligowe akcje wzrostowe całkowicie wyszły z giełdowej mody. Gwoli ścisłości należy dodać, iż samym spółkom nie można było nic zarzucić. Inwestorzy, którzy kupili ich akcje w roku 1980, zrealizowali na koniec stulecia wysoką stopę zwrotu (dużo wyższą od wzrostu giełdowego indeksu).
Spekulacyjne gorączki nie ominęły również burzliwych lat 80. Za budowanie zamków na piasku wysoką cenę zapłaciła następna grupa niedoświadczonych inwestorów. Dekada ta rozpoczęła się od kolejnej spektakularnej manii nowych emisji. Ale o tym przeczytacie Państwo w następnej części.
Autor: Sylwia Hucik Gaicka
Analityk portalu www.waluty.com.pl
INWESTOWANIE W TEORII: Niekonwencjonalne metody inwestowania lat 60. (cz. 11) [tutaj]
ŹRÓDŁO:
1. Malkiel B.G., Błądząc po Wall Street. Dlaczego nie można wygrać z rynkiem?, WIG-Press, Warszawa, 2003.
Do grupy pierwszoligowych akcji wzrostowych, którymi tak bardzo fascynowali się inwestorzy instytucjonalni, należały walory zaledwie około 50 spółek. Były to znane firmy (IBM, Xerox, Avon Products, Kodak, McDonald’s, Polaroid, Disney), które inwestorzy nazwali „wielką pięćdziesiątką".
Charakteryzowały się dużą kapitalizacją, co oznaczało, że instytucje mogły nabyć większy pakiet ich akcji, nie powodując perturbacji na rynku.
Ci, którzy kupili je po cenie chwilowo wygórowanej, tłumaczyli sobie, że mają one patent na wzrost i prędzej czy później okaże się, że cena była jednak korzystna. Uważano, że przypominają pamiątki rodowe - nie są na sprzedaż. Stąd znane były również jako akcje „ostatecznej decyzji". Raz podjęta decyzja o ich zakupie była ostateczna i miała rozwiązywać wszystkie problemy inwestycyjne.
Na początku była renoma „wielkiej pięćdziesiątki”
Nie był to jedyny parasol ochronny, jaki akcje te roztaczały nad inwestorami instytucjonalnymi. Drugim była ich niekwestionowana renoma. Nikt z branży nie śmiał zarzucić zarządzającemu podejmowania nadmiernego ryzyka, jeśli ten inwestował w akcje IBM. Owszem, na nich też można było stracić, ale nikt nie mógłby nazwać tego wynikiem nieostrożności tak, jak w przypadku straty na akcjach Performance Systems czy National Student Marketing.
Duże fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe oraz departamenty powiernictwa banków komercyjnych podjęły „ostateczną decyzję" i jak psy myśliwskie goniące zwierzynę pognały na zakupy akcji wzrostowych wielkiej pięćdziesiątki. Choć trudno w to uwierzyć, instytucje rozpoczęły spekulację akcjami spółek renomowanych.
Potem gorączka nieprawdopodobnego wzrostu cen
W tabeli 1 zamieszczono wartości wskaźnika C/Z kilku spółek w roku 1972 i na początku lat osiemdziesiątych. Zarządzający z instytucji finansowych beztrosko ignorowali fakt, że zysk żadnej większej spółki nie może rosnąć w takim tempie, które uzasadniałoby wzrost tego wskaźnika do poziomu 80 lub 90. Jeszcze raz okazało się, że w ładnym opakowaniu można sprzedać dosłownie wszystko.
Tabela 1. Poziomy wskaźnika C/Z spółek „wielkiej pięćdziesiątki” w latach 70.
| Spółka |
Wskaźnik C/Z w 1972 r. |
Wskaźnik C/Z w 1980 r. |
| Sony | 92 | 17 |
| Polaroid | 90 | 16 |
| Mc Donald’s | 83 | 9 |
| Intl. Flavors | 81 | 12 |
| Walt Disney | 76 | 11 |
| Hewlett-Packard | 65 | 18 |
Być może są i tacy, dla których ta spekulacyjna gorączka była jedynie przejawem powracającego pod koniec 1972 r. optymizmu. Richard Nixon przygniatającą przewagą głosów został powtórnie wybrany na prezydenta, pokój w Wietnamie był „na wyciągnięcie ręki", polityka kontroli cen miała być wkrótce zniesiona, inflacja wydawała się być „pod kontrolą", a kryzys naftowy z OPEC w roli głównej dopiero miał nadejść.
W rzeczywistości jednak giełdowe spadki rozpoczęły się już na początku 1972 r., prowadząc do jeszcze bardziej patologicznej spekulacji akcjami wielkiej pięćdziesiątki. Patologia polegała na tym, że choć indeksy giełdowe spadały, wskaźniki C/Z tych spółek osiągały rekordowe poziomy, a przewartościowanie ich akcji na rynku znacznie wzrosło.
Wydawało się, że rynek jest „dwupiętrowy", co magazyn „Forbes” ujął następująco: „Wielka pięćdziesiąta wyłoniła się jakoby z głębi oceanu; wyglądało to tak, jakby całe Stany Zjednoczone oprócz Nebraski pogrążyły się w morskiej otchłani. Dwupiętrowy rynek składał się w istocie z jednego piętra na górze i kupy gruzu na dole.”
Co utrzymywało tak wysoko „wielką pięćdziesiątkę”?
To samo, co w dawnej Holandii nie pozwalało spaść cenom cebulek tulipanów - złudzenia i szaleństwa tłumów [Szaleństwo szybkiego wzbogacenia się, czyli tulipomania XVII wieku]. Powstało złudzenie, że spółki te są tak potężne, że zakup ich akcji jest opłacalny bez względu na cenę. Nieprzerwany wzrost zysku miał być gwarantem sukcesu każdego inwestora.
Koniec hossy był nieuchronny
Spekulacja akcjami wielkiej pięćdziesiątki zakończyła się tak, jak wszystkie pozostałe gorączki spekulacyjne. Jak napisał felietonista Martin Sosnoff z magazynu „Forbes”, spółki wchodzące w jej skład poszły „jedna po drugiej pod mur”.
Embargo na ropę i trudności ze zdobyciem benzyny postawiły w trudnym położeniu firmę Disney oraz niekorzystnie wpłynęły na wycenę dużych udziałów, jakie posiadała w spółkach Disneyland i Disney World. Problemy z produkcją nowych aparatów fotograficznych uderzyły w Polaroid. Ceny akcji obu firm spadły z hukiem.
Winne było przewartościowanie akcji
Krytyczny artykuł pod adresem Avon Products, z którego cieszący się uznaniem wielu inwestorów Forbes uczynił temat numeru, spowodował w ciągu sześciu miesięcy blisko 50%-wą przecenę spółki. Za żaden z tych spadków nie można jednak winić konkretnego wydarzenia, które jak igła przekłuło nadmuchany balon. Winne było oczywiście przewartościowanie akcji.
Ceny akcji spadały z hukiem !
Prędzej czy później ci sami zarządzający, którzy wykreowali kult wielkiej pięćdziesiątki, odwołali swą „ostateczną decyzję" i sprzedali posiadane walory. Nastąpił kryzys, podczas którego pierwszoligowe akcje wzrostowe całkowicie wyszły z giełdowej mody. Gwoli ścisłości należy dodać, iż samym spółkom nie można było nic zarzucić. Inwestorzy, którzy kupili ich akcje w roku 1980, zrealizowali na koniec stulecia wysoką stopę zwrotu (dużo wyższą od wzrostu giełdowego indeksu).
Spekulacyjne gorączki nie ominęły również burzliwych lat 80. Za budowanie zamków na piasku wysoką cenę zapłaciła następna grupa niedoświadczonych inwestorów. Dekada ta rozpoczęła się od kolejnej spektakularnej manii nowych emisji. Ale o tym przeczytacie Państwo w następnej części.
Autor: Sylwia Hucik Gaicka
Analityk portalu www.waluty.com.pl
INWESTOWANIE W TEORII: Niekonwencjonalne metody inwestowania lat 60. (cz. 11) [tutaj]
ŹRÓDŁO:
1. Malkiel B.G., Błądząc po Wall Street. Dlaczego nie można wygrać z rynkiem?, WIG-Press, Warszawa, 2003.
| Inne artykuły z tego działu: | Inne artykuły: |
|---|---|
|
|

Analiza techniczna

